• Wpisów:43
  • Średnio co: 18 dni
  • Ostatni wpis:153 dni temu
  • Licznik odwiedzin:2 761 / 833 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 



Tak właściwie w 1D najpierw wciągnęła mnie koleżanka, to było w 6 klasie, gdy mieliśmy opowiadać o swoich idolach, a ona była i dalej jest directioner. Opowiadała o chłopakach, a później dodała, że najbardziej lubi Nialla. Później w 1 klasie gimnazjum inna koleżanka poleciła mi ,,Teenage dirtbag'', a ja jak to przeczytałam to się totalnie zakochałam w tej serii książek, a później jeszcze bardziej w 1D i Niallu. Tak właśnie 1D jest jednym z moich ulubionych artystów.

Dlaczego najbardziej lubię Horana?

1. Jego akcent.
2. Jak żartuje z fanami.
3. Jego śmiech.
4. Jest takim uroczym głupiem, aww



5. Jego miłość do jedzenia.
6. Ogólnie ta ,,obsesja'' z tą czapką na głowie (nwm jak to się nazywa, zapomniałam, ale to coś podobne do beretu, jeżeli nawet to nie jest to, lol), golfem i wychodzeniem ze znajomymi na piwo xD
7. Jego śmiechhh XD
8. To jak tańcuje >.<
9. To porównanie tryskania wodą z ust Harrego, a Nialla xD
10. Jego styl.


 

 
,,Package for You'' nie jest skończone, ma dopiero kilka rozdziałów (za to każde 2000+ słów), dlatego będziecie musieli długo czekać na rozdziały, bo nie zawsze mam ochotę pisać ;\
Narazie przedstawie tylko postacie:




Amy Stone(znacie już tą dziewczynę, racja?) - ma 14 lat, jest bardzo popularna, uznawana za ideał każdego chłopaka z jej szkoły. Uwielba Koreę, ale jej idolami są 5sos. Jest bardzo chudziutka, przez co inni się o nią martwią. Pewnego dnia zyskuje paczkę i wszystko się zmienia.




Fabian Jogia - 15 latek, znalazł się w paczcę Amy w sierpniu, gdy skończył piętnastkę. Uwielbia piłkę nożną. Jest najlepszym przyjacielem Amy. Pewnego dnia wyjeżdza z miasta.

Pojawią się też cztery postacie drugo planowe m.in Angelika i Max, którzych już bardzo dobrze znacie z poprzedniego opowiadania Jeśli jednak nie chce wam się jechać do początku bloga, to tu macie ich zdjęcia:



Angelika ^




Max ^

Zdjęcia dwóch innych postaci dostaniecie jak się pojawią w rozdziale. Do następnego razu, xx.
 

 



Chcieliście wiedzieć, dlaczego Michael jest moim ulubieńcem z 5sos? Cóż, tu macie odpowiedź.

1. Michael jest moim ideałem jeśli chodzi o zachowanie - jest nie zbyt głośny, nie za cichy przy ludziach. Potrafi być poważny i głupi.
2. Jest zabawny.
3. Jego głos, ughhhh.
4. Jest po prostu przeuroczy



5. Ma cudowny styl.
6. Mega troszczy się o innych, ja jako osoba, która nie ma uczuć do innych osób (dosłownie nie czuje smutku, kiedy moja bff jest smutna, bo nie umiem, mimo, że chce) mogłabym się tego od niego nauczyć.
7. Myślę, że zrobiłby dla dziewczyny wszystko.
8. Kocha zwierzątka, tak jak ja.
9. Jego uśmiech jest przecudowny.
10. Obaj uwielbiamy gry i pizzę.


 

 
Leżałam plecami na łóżku i wpatrywałam się w sufit. Była chwila po północy, a mi się nie chciało ani trochę spać. Próbowałam przestać myśleć o czym kolwiek i po prostu spać, ale jak zwykle, nie dość, że Angelika wypiła rano kubek kawy, to jeszcze jeden po powrocie do domu. Przygryzałam wargę ze zdenerwowania ,bo myślałam właśnie nad planem wyjścia z domu i przemienienia się.
Po dwudziestu minutach bezsensownego patrzenia się na biały sufit, postanowiłam wstać i przebrać się w szary t-shirt i czarne legginsy. Nie zakładałam na siebie nic więcej oprócz butów i po prostu wybiegłam jak najciszej z domu zamykając go.

Droga była oświetlona przez świecący księżyc w pełni. Gdy tylko na niego spojrzałam, poczułam dziwne emocje w sobie, jakby ktoś mną rządził. Rozejrzałam się i postarałam się opanować.
Po ulicy nikt nie chodził, ani nie jeździły też auta ,jednym słowem - idealny moment aby się przemienić.
Po kilku minutach byłam już w lesie. Szłam wydeptaną ścieżką wdychając świerze powietrze. Drzewa delikatnie kołysały się na wietrze, a on cichutko świstał.

Znalazłam się po chwili na środku lasu. Czułam się bezpieczna, mimo ,że bałam się ciemności.
Usłyszałam dźwięk łamiącego się patyka i nerwowo rozejrzałam się. Przełknęłam głośno ślinę i wypuściłam powietrze. Zaczynało mi się robić zimno ,muszę się już przemienić, żeby się ocieplić, ale cholernie się boję.
Rozejrzałam się jeszcze raz bardzo dokładnie szukając tego kogoś/czegoś .

- Halo?

Odpowiedziała mi wielka cisza. Teraz nawet wiatr ucichł, a drzewa przestały się kołysać. To przerażało mnie coraz bardziej.

- Nie świruj - powiedziałam do siebie ,a potem wzięłam wdech.

Naszła chwila, w której to właśnie przemieniłam się w śnieżnobiałego wilka z niebieskimi tęczówkami. Ruszyłam przed siebie na czterech łapach na początku powoli, potem zaczęłam biec.

---

Następny dzień był dla mnie dziwny. Wszystko wydawało mi się być nudne, nawet nie miałam ochoty grać na gitarze ,co wcześniej robiłam godzinami z czystej przyjemności. Nawet gdy położyłam się na łóżku, coś mi nie pasowało ,nagle było twarde.
Mruknęłam pod nosem i powoli się podniosłam. Czekałam na jakieś olśnienie, że tak sobie Angelika wpadnie na genialny pomysł.
Ale minęło dziesięć minut, potem trzydzieści, a w końcu godzina. Kiedy zorientowałam się ile czasu tkwiłam w bezruchu ,przygryzłam wargę i przejżałam przez okno. Wszystko mi się przypomniało. Niechętnie powinęłam rękaw długiej bluzy ( bo było dziś chłodno, pomimo,że był maj ) i momentalnie wzdrygnęłam się widząc moją ranę. Wczoraj napadł na mnie bardzo miły przyjaciel i zostawił mi niespodziankę w postaci rozcięć i to dość dużych. Nie mogłam jednak nic z tym zrobić, jak zawsze wygoi się samo.

Nuda zaczęła mnie dobijać, wszystko wokół wydawało się szarę, a ja nie mogłam już tak tkwić i nic nie robić. Wybrałam numer do Maxa i zadzwoniłam do niego. Odebrał po trzech segnałach i jego głos był dosyć niepewny - drżał.

- Um, cześć - zaczął.

- Hej. Wiesz co? Cholernie mi się nudzi, masz ochotę przyjść i choćby pogadać ze mną?

- Eh, tak. W porządku, będe u ciebie za...za 25 minut. Do zobaczenia.

- Pa.

Mój chłopak po raz pierwszy od...no ,zawsze, był taki zdenerowowany. Nie mam pojęcia co się stało, ale zamierzam dowiedzieć się tego jak tylko przyjdzie. Bo mimo tego, że nie lubię się do tego przyznawać, to zależy mi na nim, na tym aby był szczęśliwy.

Brunet był u mnie po dokładnie dwudziestu trzech minutach i przywitał się z moimi rodzicami, którzy postanowili dziś po południu wyjść z domu do cioci, która tak przy okazji już wyszła ze szpitala.
Pociągłam Maxa za ręke i zaprowadziłam do pokoju.
Wydawał się być zdenerwowany ,ale próbował to ukryć pod maską uśmiechu. Zmarszczyłam brwi, kiedy oby dwoje przez dłuższy czas przyglądaliśmy się sobie i nic nie mówiliśmy.

- No? - rozpoczęłam. - Co jest?

Nie odezwał się. Jego oczy powędrowały na sufit. Nagle wydawał się mu taki interesujący?

- Max? - podszedłam do niego, ale on zrobił krok w tył, a później westchnął ulgowo. Nie rozumiałam tego - O co ci chodzi?

- Cóż...nie będę owijał w bawełne i po prostu ci to powiem.

- Czekam - skrzyżowałam dłonie czekając na wyjaśnienia.

Ale tego się nie spodziewałam.

- Widziałem cię wczoraj w lesie. J-jako wilka, a nie człowieka - moja twarz powoli zmieniała się. Cała moja sylwetka rozluźniała się, na twarzy nie były żadnych uczuć ,ale w środku mnie panował harmider - bitwa.
Do oczu zaczęły napływać mi łzy ,kiedy zdałam sobie sprawę co się właśnie narobiło. Max stał stanowczo i nie był przyjęty moim zachowaniem w tym momencie.

- Co? Co ty wtedy robiłeś w lesie, hm? - starałam się beznadziejnie obronić.

- Nie mogłem spać tego dnia, chciałem do ciebie przyjść, ale zobaczyłem cię z daleka jak skręcasz do lasu i za tobą poszedłem - mówił poważnie. - Ale Angelika ,jesteś...tym czymś, a ja nic nie wiedziałem!

- A co miałam zrobić? Zniszczyć nas i powiedzieć ,,jestem wilkołakiem" prosto w oczy?! - nastała kłótnia. - Nie mogę o tym nikomu mówić, nawet tobie!

- Wiesz, że przecież nic bym z tym nie zrobił! Nie uciekł bym do reszty ,nie wygadał bym! Został bym z tobą do końca ,bo CHOLERNIE CIĘ KOCHAM I NIE OBCHODZI MNIE NAWET WŁASNE ŻYCIE KIEDY JESTEM Z TOBĄ! - zaakcentował tupiąc nogą o podłoge niczym małe dziecko.

Zamrugałam kilka razy próbując przeanalizować wszystko co powiedział. Podniosłam ręke z zamiarem machnięcia nią i wtedy zobaczyłam jak odsuwa się momentalnie.

- Ty się mnie boisz - wymamrotałam przez łzy.

- Nie, Angel...

- Tak, boisz się mnie - przerwałam mu i odwróciłam się. Beznadziejnie rzuciłam w niego poduszką chcąc aby poszedł, ale on stał tam niczym kamień. - Idź stąd, proszę.

- Nie pójdę.

- Zostaw mnie w spokoju - zalałam się łzami i schowałam twarz w poduszkę. Nie usłyszałam jak odchodzi, ani w ogóle, nic nie usłyszałam. Jednak później poczułam jego rękę na moich plecach ,a potem jego ramiona owijające się wokoł mnie.

- Nie wiem...nie wiem jakim cholernym cudem jesteś wilkołakiem...i tak ,dziwi mnie to i przeraża, ale wyobraź sobie siebie na moim miejscu...ale kocham cię i wiem jaka jesteś.

Chwyciłam poszewkę poduszki w dłonie i ścisnęłam je.

- Przepraszam, że tak zareagowałem gdy podniosłaś dłoń, ale to co wczoraj zobaczyłem, było czymś oszałamiającym. Nie wiedziałem co mam zrobić, jak ci to powiedzieć. Wiedziałem, że muszę być szczery i otwarty i taki byłem. Ale Angelika, ja...ja cię naprawdę kocham i nie jestem taki jak reszta.

Nie wierzę ci.

- Naprawdę jestem inny.

- Zostaw mnie, proszę - odparłam uspokajając się. Ja wiedziałam, że to już koniec. Koniec nas i mnie, koniec mojego życia w tej szkole.

- Nie masz do mnie zaufania?

- Nie zmieniaj tematu - odkleiłam się od poduszki i odwróciłam głowę tak, aby nie mógł zobaczyć mojej twarzy. Wytarłam łzy i pociągnęłam nosem - Nie wierzę ci, zapewne to powiesz ,a moje życie się skończy.

- Zaufaj mi. Wiesz, że taki nie jestem - przekręciłam przecząco głową. Chwycił mój podbródek i odwrócił go w jego stronę - Zabiorę tą tajemnice do grobu.

Zamknęłam oczy. Tak cholernie się bałam.
Nie mogłam zrobić już nic. Byłam po prostu bezsilna. Rozluźniłam się i wpadłam w jego ramiona. Objął mnie i pocałował w głowę. Następnie pogładził moje plecy jego ręką, a ja czułam, że jego serce bije szybko.

Powinnam mu zaufać? Przecież on teraz wie ,że jestem wilkołakiem. Wiem, że ma racje ,on nie jest taki jak Nicole, ale nie wiem, czy dowiedzenie się o faktycznym istnieniu istot z filmów obejmuje tą granicę zaufania.

Ufać,nie ufać?

Max siedział ze mną cały czas i próbował mnie uspokoić, gładził mnie po plecach i delikatnie nami kołysał. W końcu moja mama krzyknęła z dołu, że wychodzą i wrócą nie wiadomo kiedy, ale znając ich, posiedzą u ciotki do wieczora.

Kiedy wyszli ja odkleiłam się od chłopaka i przetarłam twarz. Wypuściłam powietrze i uśmiechnęłam się delikatnie do niego. Odwzajemnił mój gest i przez chwilę trwaliśmy w ciszy.

- Co robimy? - spytałam.

- Zaśpiewaj mi coś, proooszę - wydłużył.

- Nie jestem pewna co - mruknęłam i chwyciłam za gitarę. Ustawiłam ją na kolanie i czekałam na jego propozycję.

- Zaśpiewaj Dżustina Pipera, to mój idol - zażartował.

- Hej! Żadnego obrażania gwiazd takich jak on - pogroziłam teatralnie palcem, a zaraz potem wygrywałam pierwsze nuty ,,Love yourself".

-My mama don't like you and she likes everyone / moja mama cię nie lubi,a lubi wszystkich / And I never like to admit that I was wrong / I nie lubię przyznawać,że się myliłem / And I've been so caught up in my job, didn't see what's going on / I byłem tak skupiony na swojej pracy,że nie zauważyłem co się dzieję / And now I know, I'm better sleeping on my own / Ale teraz już wiem,lepiej śpi się samemu.

Zakończyłam i przygryzłam policzek do środka. Do głowy przyszedł mi całkiem fajny pomysł.

- Może napiszemy piosenkę?

Max wydawał się być zdezorientowany, a to było jednocześnie urocze. Wziął wdech i pokiwał głową na ,,tak".

Odstawiłam gitarę i wzięłam do ręki jakiś stary zeszyt. Otworzyłam na pustej stronie i zwróciłam się do Maxa.

- O czym ma być?

- O nas - odparł od razu, a ja potaknęłam głową i zanurzyłam się razem z nim w zeszycie.

Po trzydziestu pięciu minutach mieliśmy gotową melodie i słowa. Włączyłam dyktafon na telefonie i zaczęłam grać.

- Can we, we keep, Keep each other company? / Czy możemy dotrzymać sobie towarzystwa? / Maybe we, can be,Be each other's company,Oh company / Może my, możemy być dla siebie towarzystwem,Oh towarzystwem.

Nagle zdałam sobię sprawę, że spędzając czas z Maxem zupełnie zapomniałam o tym, że dowiedział się, że jego dziewczyna jest wilkołakiem. Jest tak niesamowicie miłym człowiekiem ,że te złe myśli odpłynęły jak najdalej. Wtedy już wiedziałam ,że on naprawdę nic nikomu nie powie.

I za to go kocham.

_____________________________________
Koniec! Dziwne, czytałam to opowiadanie
już kilka razy, nie jest najlepiej na-
pisane, ale dalej spędzam przy tym
miło czas. Cieszę się, że w końcu
skończyłam chociaż jedno opowiadanie,
mimo, że nie jest dobre, ale opłacało
się przez 4 lata pracować nad tym.
Dla wyjaśnienia, książkę te wymyśliłam
jak zaczęłam pisać - w piątej klasie.
Po wakacjach idę do trzeciej gimnazjum.
Co jakiś czas ją poprawiałam, aż w końcu
zmieniła się trochę fabuła.
Cóż, dziękuje wszystkim, którzy to czytali!
Mam nadzieję, że następne opowiadanie
też wam się spodoba!
 

 
Dwa miesiące później

Teraz wszystko w moim życiu idzie tak jak powinno. W szkole wszystko w porządku, mam dobre oceny, moi przyjaciele dalej są ze mną, a co najważniejsze Max i ja dalej ze sobą jesteśmy. Moi rodzice wiedzą o tym, chociaż niechętnie im o tym powiedziałam i nie mają nic przeciwko.

Jednak ten dzień nie należał do najlepszych.

Zaczęło się od tego, że do gimnazjum przyszłam z moją paczką. Jak zawsze rozweseleni usiedliśmy pod moją klasą i czekaliśmy na dzwonek.

- Miesiąc do końca szkoły.

- Chyba do końca roku szkolnego, do szkoły będziesz chodzić jeszcze przez dobre cztery/pięć lat.

- Nie rujnuj mi szczęścia - odparła Amy z uniesioną wysoko głową. Nie rozumiem jak ona i Max mogą być rodzeństwem, na dodatek bliźniakiami. Nie są do siebie w ogóle podobni ,co czasami mnie przeraża.

- Coś się stało? - spytałam mojego chłopaka i chwyciłam za dłoń.

Nie lubię tego robić, ale muszę w końcu pokonać siebie i pokazać, że mi na nim zależy.

- Trochę mnie głowa boli, ale to nic wielkiego - posłał mi uśmiech ,który odwzajemniłam.

- Śmieszne... - ten denerwujący głos rozpoznam wszędzie. Niechętnie odwróciłam głowę przed siebie-Nicole w bardzo krótkich spodenkach i czarnym t-shirtcie, nie zapominajmy też o tonie makijażu na twarzy ,stała przede mną ze skrzyżowanymi rękami.

- Czego chcesz? - Amy podniosła się z ławki i spiorunowała ją wzrokiem.

Ona tylko się uśmiechnęła i prychnęła.

- Współczuje Maxowi. I tobie też Amy...no i Ashtonowi - wskazywała palcami omijając mnie. Coś mnie trafiło ,że poczułam ogromną chęć posłania jej nieszczerego uśmiechu. Nie powstrzymywałam się i zrobiłam to delikatnie przekręcając głowę na bok. - Masz w szkole tyle ładnych i fajnych dziewczyn, a wybrałeś to coś.

Przygryzłam policzek od środka. Nie dam się jej. Nie zamierzam płakać ,zamierzam walczyć.

- Tobie przydałoby się oprócz ładnej buźki troszkę inteligencji. Oczkami szczeniaczka nie przekupisz człowieka i nie dostaniesz za to kasy.

- Boże, mam czternaście lat, czas na naukę nadejdzie później idioci - zobaczymy co powiesz jako dwudziesto latka, idiotko. - Jesteś beznadziejny Max, dajesz się nabrać na jej ,,urok''.

Spuścił głowę. Nie wierzę! Chciał się poddać? Jej?!

- Nie jesteś beznadziejny - powiedział Ash klepiąc go po plecach i starając się poprawić mu humor.

- Geje - prychnęła.

- Gdy na ciebie patrze, to mam ochotę nim zostać.

Wraz z Amy wydałyśmy z siebie ciche ,,whoa'' ,bo wow, przygadał jej.
Ale co zrobiła Nicole? Udała, że tego nie słyszała, chociaż wiem, że gdzieś w środku niej, poczuła się urażona.

- Wiecie co, mam ochotę...

- Idź stąd - warknęłam.

Zmrużyła oczy i zastanowiła się chwilę. Przeniosła dłonie na biodra i przeanalizowała nas wszystkich wzrokiem. Patrzyła się na nas dosłownie jak księżniczka, dumna z siebie, gardząca innymi.

- Pójdę, bo nie chcę być w towarzystwie ludzi takich jak wy ,a nie dlatego, że mi kazałaś.

- Udław się.

Odeszła zarzucając swoimi gęstymi włosami jak w reklamie ,,Get the London look''. Chciałabym ,żeby było mi jej żal, ale prawda jest taka ,że nie jest. Jeśli chce być sobie taka jaka jest, to proszę bardzo ,nikt jej nie broni. W przyszłości będzie niczym Nicki Minaj - tapeta na twarzy ,atuty na wierzchu ,tylko ,że zostanie bez pracy ,a potem domu.

Mam trzynaście lat ,a już myślę o sobie w przyszłości,to chyba normalne?

__________________________________
Został już tylko jeden rozdział!
 

 
To dziś. Dzień, w którym wracamy do siebie. Jestem podekscytowana z dwóch powodów. Pierwszy - ja i muzyka przez cały dzień. Drugi - Max obok mnie. Wariuje.

Nauczycielki nakazały nam się zbierać o piętnastej ,bo godzine później wyjeżdzamy. Nie chcąc się spóźnić wyciągłam swoją walizkę z pod łóżka na środek pokoju i spakowałam najpierw ubrania, potem kosmetyki i inne dziwactwa. Robiłam to wszystko co chwile wybuchając śmiechem, bo mój chłopak postanowił nic nie robić.

- Chce się spakować, Max! - wykrzyczałam wycierając łzy w kącikach oczu.

- Ale to prawda!

- Zamiast paradować i udawać Nicole na w'f'ie ,mógłbyś zrobić to co ja!

- Śmiać się ze...

- Gdzie ty kuźwa byłeś?! - czyiś głos rozprzestrzenił się po całym pomieszczeniu. Po jego barwie stwierdziłam, że za mną stoi wkurzona Nicole, czyli obiekt naszych śmiechów.

- Co ty tu robisz? - brunet wreszcie zebrał się z mojego skopanego przez niego łóżka i zrobił kilka kroków w strone czternastolatki.

- Martwiłam się! Tęskniłam cholernie! - pogłaskała jego głowę zmuszając go do znacznego zgięcia kolan. - Jezu, nie było cię całą noc!

Na mojej twarzy zaczął pojawiać się sztuczny uśmiech - taki, które mówi ,,nic się nie stało, to nie tak, że jest mi przykro patrzeć jak traktujesz mojego chłopaka". Podniosłam się z podłogi z ciuchami w ręku i popatrzyłam na nich obu. Nicole tylko przeanalizowała mnie od góry do dołu wzrokiem i wróciła do twarzy Maxa.

- Nigdy więcej, racja?

- Co ty sobie myślisz? - wypowiedział żałośnie. To nie było miłe widzieć jak nie może się nawet ruszyć.

- Hej, Nicole - zaczęłam łagodnie. - Za niedługo wyjeżdzamy, lepiej idź się...

- Shut up bitch! - oh,to teraz mówimy po angielsku?

- Get away from this room ,okej? Who do you think you are motherfucker? You're just stupid, plastic girl who doesn't can do anything - to co powiedziałam było całkowicie szczere. Nie powiedziałam nic trudnego, a założe się, że nie zrozumiała niczego.

- Popisujemy się wynikami w nauce, co? - wypuściła twarz bruneta z rąk i skupiła całą uwage na mnie. Jej ręce znalazły się na jej biodrach i powoli podchodziła do mnie ze zmrużonymi oczami. - Żaden nie zechce kujona, wiesz?

- Nie jestem...!

- Daruj sobie! Ja jestem ładna. To, że nie umiem mówić po angielsku nie znaczy, że jestem gorsza - miałam cichą nadzieje, że mój chłopak przerwie to tak jak ja, zanim dojdzie do nieodpowiednich słów, które mnie zranią, ale tak się nie stało.

Ona jest ładna.

- Zamknij się. Kompletnie nie rozumiem co w sobie widzisz, nie umiesz nic. Jesteś sztuczna i nieszczera, dlatego każdy się od ciebie odsuwa.

- Gdyby tak było, nie byłabym popularna.

- To dlatego, że jesteś...! - zatrzymałam się niepewna tego co chce powiedzieć.

Ładna.

- Oh...no tak - dobrze wiedziała o co mi chodzi. Zaczęła przytakiwać głową robiąc charakterystyczną minę. - Śliczna, to chciałaś powiedzieć?

- Jeb się - dodałam żałośnie.

Nicole zaśmiała się i wyszła z pokoju podrzucając swoje włosy. Wydaje mi się, że za każdym razem gdy tak robi, to mówi sobie w myślach ,,get the London look"... Czy coś takiego.

Przygryzłam wargę zdając sobie sprawę jak beznadziejna jestem przy niej, nie umiałam wymyśleć żadnej, dobrej riposty. Wyczułam,że powoli zaczęła trzęś mi się szczęka, co oznaczało, że poleją się łzy. I stało się - szybciej niż myślałam.

Kocham płakać. Wydaje mi się wtedy,że spływają ze mnie wszystkie problemy,bóle i smutki. Kiedy powstrzymuje się, będzie mnie to głębić przez cały dzień ,a tak - kilka minut.

----


Podniosłam głowę z zaczerwionymi oczami, z których wypływają łzy. Max nie zrobił nic. Po prostu się patrzył ,co prawda wyglądał na smutnego, ale to nie wystarczyło.

- Wróćmy do pakowania - przerwałam ciszę i usiadłam na podłodzę wkładając do środka kosmetyczke.

Pociągłam nosem i skupiłam się na swojej pracy. Nie mogłam się zrelaksować kiedy on tak stał i się gapił.

- Musisz tak tu stać? Mamy piętnaście minut czasu!

Nie powiedział nic, po prostu się patrzył.

- Nie irytuj mnie. Na obecną chwilę cię nienawidzę.

- A to czemu? - nareszcie coś powiedział. Odwróciłam głowę w jego stronę i uśmiechłam się sztucznie.

- Za to, że nic nie zrobiłeś jak się z nią kłóciłam. Z resztą co cię to w ogóle...

- A co miałem zrobić? Przecież jesteś pewna siebie i silna ,musiałaś po prostu jej to pokazać. Jakbym was rozdzielił wyśmiewałaby się z ciebie.

Racja.

Nie wiedziałam, że wie.

Przygryzłam policzek od środka i wytarłam łzy w kącikach oczu. Max patrzył się na mnie tymi pięknymi, brązowymi tęczówkami.

- Prawda jest taka, że gdybym cię przytulił to rozpłakałabyś się jeszcze bardziej. A tego nie chce.

Kurde.

- Pakuj się - wstałam upominając go. Weszłam do łazienki i wyciągłam jedną chusteczkę z pudełka ,a następnie wytarłam twarz.

W lustrze zauważyłam na drugim planie bruneta opierającego się o framugę drzwi. Uwadałam, że go ignoruje i kontynuowałam to co zaczęłam. Odwróciłam się gotowa, a kiedy chciałam wyjść Max zagrodził mi drogę. Spodziewałam się tego.

- Przyznaj, że mam racje.

- Max. Ile razy mam ci mówić, że MUSIMY WYCHODZIĆ.

- Przyznaj, a cię wypuszcze.

Podniosłam głowę na jego twarz. Wyglądał na poważnego.

- Jesteś gnojkiem.

- Uznaje to za ,,tak Max, masz oczywiście racje". - Parsknęłam śmiechem i ominęłam go. On dalej jednak nie miał zamiaru się zbierać.

- Zaraz mnie coś trafi! Idź do cholery się pakować, bo tu zostaniesz! - kąciki jego ust powędrowały do góry.

- Już, już. Zrobie to szybciej niż ci się wydaje.

- Zostało 10 minut - pogoniłam go, teatralnie patrząc na nadgarstek. Chłopak od razu uciekł. Powstrzymałam się od uśmiechu, bo...bardzo kocham tego uroczego człowieka, nie ważne jak bardzo mnie zdenerwuje.

-----------


- Max! Tu jest wolne miejsce! - nie, nie, nie, nie, nie. Nie siadaj z Nicole.

Nie usłyszałam za sobą żadnej odpowiedzi oby dwóch osób, czyli prawdopodobnie już jest obok niej. Spuściłam głowę mimowolnie i przygryzłam dolną wargę. Zamknęłam oczy nie chcąc widzić co się dzieje.

Miejsce obok mnie ugieło się, ale ja nic z tym nie zrobiłam, mimo, że serce zaczyna coraz szybciej bić.

- Coś cię boli? - to on, to on. Usiadł ZE MNĄ.

Wariuje.

- Nie - podniosłam się i poprawiłam włosy. - Po prostu się zastanawiałam.

- W porządku. - przeniosłam na niego wzrok, a jego uśmiechnięte oczy sprawiły ,że chciałam zrobić to samo. Żeby nie utrzymywać z nim długiego kontaktu wzrokowego udawałam ,że ziewłam.

- A teraz wybacz, ale mam zamiar spędzić tę podróż z muzyką.

- Pod warunkiem, że ja też mogę słuchać - wydęłam wargi, bo nie chciałam się zgodzić. - Co? Nicole? Tak, już idę - szepnął i wstał, oczywiście to tylko żart, żeby mnie przekupić..

- Dobra! - wrócił momentalnie śmiejąc się. Posłałam mu zabójcze spojrzenie i wyciągłam słuchawki z małego plecaka, czyli mojej torby podręcznej. Podałam mu jedną, a drugą włożyłam do ucha. Puściłam playliste Jennifer i oparłam głowę o fotel.

Półtorej godziny później jakimś dziwnym trafem okazało się, że leżę przytulna do Maxa.
 

 
Nie rozmawiałam z Maxem do kolacji, a właściwie po, bo wtargnął do mojego pokoju, zamykając drzwi na klucz i gasząc światło. Nie zdążyłam nawet zapytać co robi, bo poczułam jego dłonie na mojej talii, a następnie jego ciepły oddech na mojej szyii. Owinęłam swoje ręce wokół jego szyii i odchyliłam delikatnie swoją szyję.

Co ty robisz, opanuj się.

Rozsądek nie pozwalał mi, ale ja tak bardzo tego chciałam. Chciałam poczuć ponownie jego wargi na moich, chciałabym, żeby okazał mi uczucia najczulej jak umiał.
W końcu ja chwyciłam delikatnie jego twarz w dłonie i zbliżyłam się, aby pocałować go. Światło księżyca padające przez okno, pozwalało zobaczyć mi jego rysy twarzy i część szczęki, dlatego nie miałam większych problemów by wpić się w jego usta.
Max kontynuował pocałunek, jakby sam chciał to zrobić, robił to powoli, ale co jakiś czas przyciągał mnie do siebie coraz bardziej, aż w końcu nie można było włożyć pomiędzy nami kartki papieru.

Kolejny raz się rozpływam.

- Tęskniłem...za tym - powiedział nagle, co wybudziło mnie z transu.

Uśmiechnęłam się, ponieważ pomyślałam dokładnie o tym samym.

- A ty?

Mruknęłam i ponownie musnęłam jego wargi, ale następnie Max odsunął się i oparł swoje czoło o moje.

- Nie bądź taką księżniczką - powiedział, a ja zmarszczyłam brwi.

- Uważasz, że się rządze?

- Tak - uśmiechnął się, ale wiedziałam, że żartuje.

- W takim razie wynoś się stąd - wskazałam palcem na drzwi z dumnie podniesioną głową.

- Oj, no dobra, będzie po twojemu.

Ponownie chwycił mnie w talii i przyciągnął, a następnie spojrzał mi w oczy. Zrobiłam to samo, rumieniąc się, ponieważ nie potrafiłam utrzymać tak długiego kontaktu wzrokowego.

- Kocham cię, wiesz? - wypowiedział i mrugnął dwa razy.

I teraz uwaga, bo nie będziesz się tego spodziewać.

- Ja też cię kocham....wiesz? - nie byłam tak odważna i spojrzałam na jego twarz tylko gdy wymawiałam pierwsze dwa słowa.

Nienawidziłam wyrazu ,,kocham" i ,,przepraszam".

- Wiem - uśmiechnął się, a ja zmarszczyłam brwi dając mu do zrozumienia, że proszę o wyjaśnienie. - Po pierwsze to sam zauważyłem po czasie, po drugie powiedział mi o tym Jake.

- Świnia - uderzyłam jego ramie pięścią zadowolona z siebie.

- Widzę, że zatysfakcjonuje cię bicie innych.

- Tylko ciebie - prychnął.

- A ja lubie tylko ciebie całować - przybliżył się i złożył chyba najczulszy pocałunek jak do tej pory. - Lubie całować moją dziewczynę.

- Co?

- Jeśli tylko chcesz....

Jako odpowiedz, pocałowałam go po raz kolejny, bo nie potrafiłam powiedzieć, że się zgadzam.

---

- Mógłbym u ciebie zostać na noc?

- No nie wiem.

- Proszę...? - wyszeptał cichutko czarując mnie jego pięknymi, błyszczącymi się tęczówkami.

- Ogh, ale masz przynieść swoje ciuchy - przewróciłam oczami patrząc na mój telefon. Siedziałam na łóźku, a on biedny na podłodzę i wyglądał jak małe dziecko proszące o coś słodkiego.

Max pokiwał radośnie głową i podniósł się. Wybiegł z pokoju szybciej niż myśłam, a następnie zamknął drzwi.

Stone jest moim chłopakiem.

Max Stone...

I...

Ja.

JA! Ja, NIE Nicole.

Teraz nie mogłam wyobrażyć sobie niczego lepszego. Byłam z kimś kogo bardzo kocham i z kimś kto kocha mnie. To było dla mnie nowe przeżycie. Pod moją maską cichej i nieśmiałej dziewczyny, kryje się tak naprawdę demon.
To, że mam twardą skóre nie znaczy, że nie mam uczuć, jasne? Niektórzy tak sądzą. Byłam strasznie wyśmiewana w podstawówce i nie mogłam na to zaradzić. Próbowałam wszystkiego.

- Już jestem - przerwał mi głos bruneta w progu drzwi. Zamknął je za sobą po czym wlepiał jego śliczne oczy w moje.

- Co?

- O czym myślisz?

- O niczym - podniosłam ręke i założyłam pasmo za ucho, nawet nie byłam świadoma, że to robie.
Max prychnął śmiechem i poklepał mnie po ramieniu w drodze do łazienki.

- Opowiesz mi jak wrócimy do domów.
 

 
Przez całą noc nie spałam, ponieważ myślałam o słowach Jake'a skierowane w moją stronę. Wiem, że Max jest dobrym człowiekiem, a jego ,,przyjaciel'' ani trochę go nie zna. Nie wie tych rzeczy co wiem ja - to jak się zachowuje kiedy jest zdenerwowany czy to kiedy nie wie co powiedzieć. Około piątej rano zdecydowałam się podjąć ostateczną decyzję - mam zamiar powiedzieć Maxowi co czuje. Widzę w jego oczach, że naprawdę nie żartuje, a ja mam dość oglądania jak dziewczyny się do niego przyczepiają. Może, a może i nie, byłam szczęśliwa ,że wybrał zwykłą blondynaske, która niczym specjalnym się nie wyrużnia, a nie śliczną i lubianą Nicole.

Nie mogłam spać. Wpatrywałam się w sufit i nic nie robiłam, mimo, że łóżko jest bardzo wygodne, a pościel czysta i świerza. W głowie cały czas leciały mi różne piosenki Demi Lovato, co mnie zaczynało irytować.
Stukałam palcami o swój brzuch i cicho nuciłam, tak aby nikt nie usłyszał. Zaczynało robić się jasno ,dlatego wstałam i posłałam łożko, a później ubrałam się w kremową, nierozpinaną bluzę i jeansy koloru winogrowego. Włosy rozczesałam i nałożyłam makijaż ( nie myśleliście chyba, że wybiore się bez kosmetyków na tak wielką wycieczke? ). Kiedy oderwałam się od swojej twarzy, spostrzegłam, że blond kosmyki zaczynały się naturalnie kręcić, co podobało mi się. Przygryzłam policzek od środka i włączyłam telefon. Był naładowany, więc mogłam robić na nim cokolwiek mi się podobało, mamy darmowy internet przez całą noc.

Dwie godziny później wszyscy powstawali, dlatego udałam się do stołówki nie czekając na innych. Wybrałam sobie jajecznicę nie zapominając o swoim postanowieniu związanym z moją wagą.

Wszyscy przyszli, kiedy ja już kończyłam. Mój wzrok zaczął pokolei szukać Nicole, Amande, Jake'a i Maxa.
Wybałuszyłam oczy, kiedy zobaczyłam to jak ubrana była czternasto latka. Miała na sobie obcisłą bluzkę z wcięciem przed szyją na kształte litery V i czarne ,krótkie i lekko potargane spodenki. Myślałam, że zgłupiała do reszty. Jeszcze nie skończyła się zima, a ona paraduje w takim czymś.

- Co zamierzacie dziś robić? - irytujący mnie głos Nicole doszedł do moich bębenków, a ja odruchowo zmarszczyłam brwi.

- Teoretycznie mamy spędzać czas na dworze.

- Meh. Dajcie spokój, wyjeżdzamy dopiero jutro wieczorem.

- Mieliśmy być na wycieczce dwa ,a nie trzy dni - miałam powiedzieć to samo, ale Aylin mnie wyręczyła.

- Nie, mamy być TU dwa dni - podkreśliła. - Wczoraj się nie liczyło, bo dojechaliśmy późno - wszyscy mruknęli. - Tak więc, zamierzam zrobić małą impreze u siebie. Amanda przyjdzie.

- Mogę - zaproponował Jake i następne trzy popularne dziewczyny.

- A ty Max? - zmarszczyłam brwi. Jeśli tam pójdzie, to nici z moich planów.

- Chętnie.

To koniec, miałam ochote odejść z tego stołu i uderzyć ,,koleżankę" tacą.

To było niegrzeczne, że zaprosiła tylko tych lubianych przy innych, ominęła również i mnie, a kiedy to zrobiła, odsunęłam się wściekle, co wywołało pisk przez tarcie nóżki od krzesła a podłogi.

Ludzie przenieśli na mnie wzrok, ale ja nie powiedziałam nic, tylko wróciłam do siebie. Starałam się o tym nie myśleć. Wyciągnęłam komórkę z kieszeni i puściłam jakiś film na YouTube. Zaraz potem zaczęłam się zastanawiać jak mam powiedzieć to co czuje Maxowi, przecież nigdy jeszcze nie byłam w takiej sytuacji. Przemyślałam kilka wersji i w końcu zdecydowałam powiedzieć prosto z mostu.

Godzinę później bez pukania wszedł do mojego pokoju Jake z informacją, że zbieramy się na narty. Pokiwałam głową i zabrałam ze sobą sprzęt, kurtkę oraz czapke, wcześniej chowając telefon. No bo wiecie, nigdy nie wiadomo co się tu wydarzy, gdy nas nie będzie.

---

Dostałam ciarek, kiedy ktoś dotknął mojej talii od tyłu. Podskoczyłam przerażona i usłyszałam chichot Maxa.

- Ty gnoju ,przysięgam ,że jak jeszcze raz tak...

- Wyluzuj się - przerwał mi i wprowadził w pewnego rodzaju trans - Baw się, a nie bulwersuj - powiedział cicho, ale zrozumiałam.

- Puść mnie - zrobił jak rozkazałam.

Poczułam, że jest mi bardzo gorąco, a to wszystko dopełniała jeszcze gruba kurtka. Odwróciłam się do niego i zaczęłam wygrażać.

- To co robisz, nie jest dopuszczalne. Nie życze sobie, abyś tak mnie traktował, szczególnie jak inni patrzą. Raz do mnie nic nie mówisz, a raz wręcz wyręczasz ludzi w myśleniu ,,kim oni są dla siebie". Przestań - warkłam i zjechałam z górki czując do końca drogi jego wzrok na sobie.

 

 
Max w końcu opuścił mój pokój, a ja krzyknęłam w poduszkę ,żeby stłumić krzyk. Byłam tak cholernie zdenerwowana, nawet sama nie wiem czemu, dlatego dla rozluźnienia weszłam pod prysznic wcześniej odstawiając telefon na umywalce i puszczając składanke Demi Lovato. Po dwudziestu minutach trochę gniewu ze mnie wyparowało. Pomogło mi też nucenie ,,No promises'' ,które ostatnio słucham cały czas, mimo, że nie jest to moja ulubiona piosenka.
Wytarłam się ręcznikiem kiedy wyszłam spod prysznica, a następnie założyłam piżame. Umyłam zęby i rozczesałam włosy ,żeby nie miały kołtun. Wróciłam do pokoju i usiadłam na łóżku puszczając ,,Confident''. Okryłam się kołdrą i zamknęłam oczy nucąc melodię.

W nocy ktoś zaczął pukać do mojego zamkniętego pokoju. Na początku przetarłam oczy i sprawdziłam godzine. 2:46. Kto do chuja miałby mnie odwiedzać o tej godzinie?

Pewna ciekawości wstałam i otworzyłam drzwi. Nie widziałam dokładnie twarzy, bo było ciemno. Sięgnęłam ręką po to by włączyć światło, ale ona\on chwycił moją dłoń i zabrał ją od tamtego miejsca.

- Nie włączaj - Ten głos rozpoznam wszędzie. Panie i panowie, przede mną stał Jake. Jake cholerny Henderson. Burknęłam.

- Po co tu przyszedłeś? Spałam, wiesz?

- Musimy porozmawiać.

Mrukłam niezadowolona i otworzyłam szerzej drzwi, aby wszedł. Usiadł na łóżku, a ja zamknęłam pokój i skrzyżowałam ręce.

- O co chodzi? - spytałam.

- Em...o Maxa. A więc, leżę z nim w jednym pokoju, jak pewnie wiesz i sprawa jest taka, że Amanda i Nicole natarczywie pukają do drzwi chcąc porozmawiać z Maxem od dobrych czterech godzin. Jakimś cudem uciekły nauczycielą i przychodzę z pytaniem czy wiesz jak się ich pozbyć?

Gotowała się we mnie krew. Zmarszczyłam brwi i ułożyłam dłonie w pięść. Miałam ochotę kogoś uderzyć, a najlepiej tego tutaj.

- Wynoś się stąd.

Jake był widocznie zaskoczony moim zachowaniem, ale on nic nie wie. Nie zna mnie.

- Ale ja tylko chciałem się zapytać. O co te nerwy?

- Nie obchodzi mnie to co się dzieje w waszym pokoju - na moje słowa poruszył sugestywnie brwiami. - Ja chce iść tylko spać w spokoju. Czemu dziś każdy mnie denerwuje?! Nie wiem kurde, idźcie do nauczycieli!

- Śpią.

- No to kuźwa wpuść je do środka, niech z nimi pogada ,a potem pójdą.

Spuścił lekko głowę i złączył dłonie.

- Wiesz, że mogę traktować cię lepiej niż on?

Co kuźwa? Co on sobie wyobraża? O czym on w ogóle mówi?

- Co masz na myśli? - moja mina pozostała taka jaka była na samym początku.

- To, że w otoczeniu nieznanych ci ludzi, zapomina o tobie, a później przychodzi do ciebie jak jesteś sama.

- Co? S-skąd to wiesz? - nie zapanowałam nad głosem i załamał się na moją niekorzyść.

- Widzę to, po za tym wczoraj mi o tym mówił.

Spuściłam głowę zasnatawiając się nad tym co mam powiedzieć. Niestety nic nie przychodziło mi do głowy i jedyne co z siebie wydałam to cichy ,,yhym''.

- Radziłbym ci się zastanowić nad tym czy on jest dobrą osobą - powiedział wstając, a światło z okna padało na jego kamienną twarz. Potem już tylko wyszedł jak najciszej potrafił.

A ja dobrze wiedziałam o co mu chodzi.

 

 
Dwa dni później dowiedziałam się, że Max jednak jedzie i bardzo się z tego cieszę, bo nie będę tam jedyna bez przyjaciół. Mam w miare dobre kontakty z Niną, ale nie przyjaźnimy się i prawdopodobnie nie będziemy.
Kiedy wróciłam ze szkoły od razu wzięłam swoją zapakowaną już torbę i włożyłam do bagażnika auta mojego taty wcześniej wkładając tam róznież sprzęt narciarski. Droga do szkoły zajęła nam dziesięć minut, a kiedy wysiadłam zobaczyłam duży autokar i kilkanaście osób obok niego w czym jakichś trzech nauczycieli.

Kiedy wypakowałam wszystkie rzeczy ,a mój tata odjechał, postanowiłam podejść do Maxa, bo nauczyciele na pewno już wiedzą, że jestem, bo przecież stałam przed nimi i pewnie mnie zapisali.

Przytuliłam się z Maxem i odwróciłam zaraz potem żeby uniknąć pocałunku przy wszystkich co wyraźnie go zdziwiło.


--

Jesteśmy już na miejscu. Po zajęciu naszych jednoosobowych pokoii mieliśmy godzinę wolnego, a ja wykorzystałam ją na leżeniu na całkiem wygodnym łóżku i słuchaniu mojej dawnej idolki Demi Lovato. Podniosłam się kiedy ktoś wszedł do mojego pokoju. Blond włosy do końca pleców dawały do zrozumienia, że to właśnie Nina stoi przede mną.

- Chciałaś coś? - przetarłam oczy, mimo, że nie spałam.

- Musimy się zbierać. Wychodzimy.

- Okej, dzięki za poinformowanie mnie.

Odeszła nawet się nie odzywając. Stało się coś? To przeze mnie?

Nie myślałam nad tym długo, tylko po prostu zabrałam swój sprzęt i wyszedłam na świerze powietrze. Było tutaj już kilka osób w tym Max oraz z tego co zauważyłam jakiś instruktor.

Założyłam narty i czapkę, wrześnej zakładając kurtkę i ruszyłam trochę do przodu aby nie być z tyłu. Kilka minut później obok nas pojawili się również ubrani nauczyciele. Po dwóch minutach uciszania nas ,moja wychowawczyni wskazała na mężczyzne obok nich, a ten się promiennie uśmiechnął. Mówił o czymś, ale ja nie słuchałam, bo byłam zajęta spoglądaniem na mojego przyjaciela rozmawiającego po cichu z Amandą - blondynką z trzeciej klasy, która NA PEWNO przyjechała tu dla niego.

Kiedy w końcu przestał mówił, pozwolił nam ruszyć, a ja od razu pojechałam naburmuszona do przodu zjeżdzając z górki. Mówiłam, że jeżdzę na nartach od piątej roku życia? Tak więc, nie było z tym żadnych problemów z przeciwieństwem do Amandy, która upadła ( nie wyglądało to jakby było specjalne) tuż za Maxem. On się zatrzymał i pomógł jej wstać.

Dobrze, że odjechałam już dalej, inaczej zauważyłby jak bardzo moja twarz jest czerwona ze złości.

Nienawidzę kiedy dziewczyny tak robią. Starają się rozmawiać z kimś na siłę. Jezu, wszystkie udają przed nim jakie naprawdę są, a później chcą się z nim umawiać...

Kiedy zjechałam z dość dużej górki musiałam się zmagać z wejściem spowrotem po niej. Byłam tak zła, że wyładowanie energii wchodząc na góre zajęło mi aż do dojścia na sam szczyt.

I wtedy się przewróciłam. Wpadłam twarzą prosto w śnieg, bo narta zachaczyła się o drugą. Podniosłam się powoli rozglądając wokół szukając kogoś kto mógłby to zobaczyć. Ale nie było nikogo znajomego, wszyscy byli dopiero w połowie góry. Otrzepałam się ze śniegu i przetarłam twarz. Odwróciłam się i znów byłam na samym szczycie.

Prawie dostałam zawału, kiedy czyjeś ręce oplotły moją talię i szeptały mi do ucha.

- Ja widziałem.

Kuźwa,dlaczego akurat on?

Odwrócił mnie do siebie i zachichotał z czegoś.

- Co cię tak śmieszy? - spytałam groźnie, a on wyciągnął z moich włosów małe kulki śniegu uśmiechając się cały czas robiąc to i delikatnie wysuwając język z ust jako znak skupienia. Kiedy skończył spojrzał mi w oczy i pocałował moje zimne wargi. Oddałam niechętnie pocałunek i zjechałam z górki.

---

Około dziewiętnastej wszyscy zdecydowali się wrócić do budynku. Przebraliśmy się w normalne ciuchy (ja założyłam sweter w kolorze musztardowym, który jest odrobinę za duży, ale ciepły i wygodny) i wyszliśmy z pokoi.

Zeszłam na dół po schodach i skręciłam na lewo gdzie znajdowała się jadalnia. Duże stóły przykuły moją uwagę, były niczym jak w Harrym Potterze, przez całą sale, a przy nim siedziały poszczególne grupy z różnych szkół. Usiadłam na wolnym miejscu obok Aylin (która przyjechała tu z tego samego powodu co Amanda) i na talerzyk nałożyłam tosty, które powoli się kończyły. Poszukałam wzrokiem Maxa i zobaczyłam go obok Nicole, która chichotała z każdego słowa, które on wypowiedział. Widać było, że był już lekko tym zirytowany, bo jego twarz nabierała koloru jasno czerwonego.

Dopiero osiągnęłam mój cel odnośnie wagi, ale myślę, że mogę sobie pozwolić na jedzenie, bo szczerze powiedziawszy zaczęłam za tym tęsknić.

Wszyscy zjedli po dwudziestu minutach i wyszli z jadalni. Nie którzy pobiegli jeszcze na kręgle i inne atrakcje, które były w tym budynku ,a czterdzieści procent uczniów z naszej szkoły wrócili do swoich pokojów. Kiedy weszłam do swojego miejsca chwilowego spania, zamknęłam drzwi i rzuciłam się na łóżko. Wzięłam kilka wdechów ,a potem wyciągnęłam ręke szukając swojego telefonu. Zmarszczyłam brwi kiedy nigdzie nie mogłam go znaleźć. Mruknęłam niezadowolona i wstałam rozglądając się po całym pomieszczeniu. W końcu znalazłam go na umywalce w mojej własnej łazience. Stanęłam przed łóżkiem i podpięłam słuchawki do huaweia. Kiedy miałam się położyć czyjeś ręce dotkły mojej talii ,a ja podskoczyłam do góry.

- Nie bój się, to ja - Co on znowu tu robi?

- Przestraszyłeś mnie. Cholernie. Nigdy więcej tak nie rób - pogroziłam, a on zgodził się.

- Nie przytulałem cię prawie cały dzień.

- Miałeś do tego Nicole lub Amandę - wypaliłam bez zastanowienia, ale nic nie poradzę. Byłam na oby dwie strasznie zła.

- Nie bulwersuj się - burknął.

- Słuchaj, lepiej wracaj do siebie ,bo za niedługo będzie dwudziesta.

- Jest jeszcze wcześnie. Cisza nocna jest dopiero o dwudziestej trzeciej - położył słową głowę w zagłębienie mojej szyji, a ja musiałam przyznać, że było mi wygodnie i ciepło, ale byłam też strasznie zdenerwowana, bo nie miałam ochoty się teraz przytulać ,a on to mimo wszystko robi.
Wypuściłam przez usta powietrze ,a on po kilku chwilach odwrócił mnie do siebie.

- Popatrz na mnie - powiedział marszcząc brwi kiedy widział, że krzyżuje ręce i patrzę w sufit. - Angel - ostrzegł.

- Nie chcę Max. Wracaj do siebie - wskazałam na drzwi niczym mama czteroletniego dziecka.

Ale ten cham się tylko uśmiechnął ,a potem wybuchł cichym śmiechem co doprowadziło mnie do jeszcze większego zirytowania.

- Idź z tąd! - krzykłam odpychając go od siebie - Nie mam ochoty z nikim rozmawiać ,okej? Uszanuj to.

Odwróciłam się w stronę łóżka mając nadzieję, że dałam mu wystrarczający znak, że nie chce go tu. Moje ciśnienie ruszyło do góry gdy jeszcze raz mnie objął.

- Chyba kurwa sobie żartujesz.

- Odwróć się ,to sobie pójdę. Popatrz na mnie i przytul.

- Za wiele wymagasz. Jestem naprawdę zła Max - skrzyżowałam ręce.

On odwrócił mnie jeszcze raz, a ja przeniosłam na niego zbulwersowany wzrok. On mimo tego, że wyglądałam groźnie uśmiechnął się.

- To pozwól mi cię uspokoić - I wtedy jego usta dotknęły moich w delikatnym pocałunku. Nie oddałam go, (pomimo, że bardzo chciałam, bo przecież go kocham) więc on zaczął robić to mocniej chcąc, żeby i ja to zrobiła. W końcu poddałam się i oplotłam ręce wokół jego szyji i oddawałam pocałunki jak najczulej umiałam, bo i tak wiedziałam, że dawno przegrałam.

Zaczynałam się rozpływać pod wpływem jego ciepłych dłoni na mojej talii i jego delikatnych pocałunków, a na dodatek jego parfumy pachniały tak dobrze.

- Tyle ci starczy, a teraz wracaj do siebie. - odepchnęłam go od siebie, a on posłał mi chytry uśmieszek, na co ja przewróciłam oczami

- Do zobaczenia jutro - odezwał się i wyszedł.

Oh, no tak.

Czyli jeszcze jeden dzień oglądania jak dziewczyny się do niego doczepiają.
 

 
Następnego dnia w szkole mieliśmy sprawdzian z matematyki. Jako, że jestem w tym dobra, nie musiałam powtarzać materiału tak długo. Kiedy nauczycielka rozdała wszystkim kartki, wzięłąm do ręki granatowy długopis i podpisałam się. Przygryzłam delikatnie końcówkę przyrządu kiedy czytałam pierwsze zadanie.

Czyjaś noga dotkła od tyłu moją, a ja odwróciłam się delikatnie tak aby nauczycielka nie zauważyła.

- Która grupa? - wyszeptała dziewczyna siedząca za mną.

- B.

- Co jest w zadaniu pierwszym?

- Czekaj, jeszcze nie przeczytałam do końca.

Odwróciłam się i przeczytałam do końca zadanie. Był to sprawdzian w stylu ,,ABC'',dlatego gdy znałam już odpowiedzieć podałam ją dziewczynie.

Nigdy nie zostałam przyłapana na podpowiadaniu komuś i dzisiaj też nie będzie inaczej. Jestem w tym zbyt dobra, a nasza nauczycielka zbyt głucha.

Po czterdziestu pięciu minutach oddałam kartkę na biurko nauczycielkie, dumna z siebie, a gdy wyszłam z klasy dziewczyna, której podpowiadałam podziękowała mi, a ja odpowiedziałam jej uśmiechem. To była ostatnia przerwa. Został nam w-f z naszą wychowawczynią, więc jestem jak zwykle bardzo podekscytowana.

Kiedy wszystkie dziewczyny się przebrały i wyszły z szatni niska blondynka w dresie stanęła przed nami.

- Mam dla was ogłoszenie. Jako, że jestem waszą wychowawczynią to przygotowałam wam wycieczkę sportową. Za dwa dni jedziemy do Czech. Będziemy jeździć na nartach i snowbordzie, ale trzeba wziąść swój własny sprzęt. Mamy trzydzieści jeden wolnych miejsc. Kto się chce zgłosić?

I wtedy szybciej niż światło wystrzeliły ręcę do góry. Z tego co zobaczyłam każdy był chętny. Uśmiechnięta nauczycielka rozdała wszystkim ulotki, a kiedy miałyśmy chwilę przerwy pomiędzy meczami obejrzeliśmy je.
Obok mnie, na trybunach dosiadła się Nina i zaczęła wariować na punkcie tej wycieczki. A to dlatego, że po pierwsze: nie będziemy musiały przez 2 dni chodzić do szkoły i unikłybyś my sprawdzianów, a po drugie: że jadą też chłopacy.

Chłopcy.

Czyli Max też może.

Ale czy pojedzie?

Kiedy wróciłam do domu myślałam o tym cały czas. Stwierdziłam, że zadzwonie do niego i spytam się czy jedzie, ale najpierw moja mama musiała podpisać zgodę, którą dostałam wraz z ulotką. Uśmiechnęłam się kiedy bez problemu się zgodziła. Zresztą, kto by się nie zgodził? To wszystko jest za darmo. Trzeba było mieć tylko własny sprzęt i to tyle.

Wbiegłam jak najszybciej do pokoju i wyciągłam spod łóżka wagę. Nie jadłam nic przez kilka dni, a kiedy poczułam ,że już dłużej tak ciągnąć nie mogę, zjadłam zielone jabłko.
Stanęłam na wadzę i poczułam się zdecydowanie lepiej kiedy moim oczom okazała się liczba 52. To był właśnie mój cel.

Schowałam narzędzie i zadzwoniłam do mojego przyjaciela. Wstukałam numer i przyłożyłam telefon do ucha jednocześnie siadając na łóżku.

- Um..halo?

Coś się stało?

- Hej Max. Mam do ciebie pytanie.

- No dajesz.

- Nasza wychowawczyni organizuje wycieczkę do Czech do gór. Będziemy jeździć na nartach, snowbordzie i inne takie. I chciałam się zapytać, czy ty też jedziesz?

- A kiedy to jest? - spytał po chwili ciszy.

- Za dwa dni.

- No dobrze. Jeśli ty jedziesz, to nie ma problemu. Spróbuje jutro dostać zgodę.

- Dzięki.

- A co tam u ciebie? - zapytał, a ja nie miałam pojęcia co powiedzieć.

Złamałam obietnice i schudłam za wiele?

- Właściwie to nic szczególnego. Za chwilę się będę uczyć na sprawdzian. A ty co robisz?

- Lenie się.

No tak. Po co się uczyć,żeby później mieć lepszą przyszłość,skoro można nic nie robić?

- Ugh...w porządku. Ja będę kończyć, bo mam mało czasu. Cześć - rozłączyłam się.
 

 
Północ. A ja nie mogę zasnąć. Boli mnie brzuch od braku jedzenia. Nie mogę się oprzeć kiedy widzę kogoś jedzącego coś. Ale wiem, że muszę schudnąć. Mam silną wolę.

A drugi powód tego, że nie śpie, to to, że myśle o Stone'ie. O cholernym Maxie. To dobrze, że lubię bliźniaka mojej przyjaciółki? Szczerze, to bez znaczenia, bo Amy nie będzie nic do tego miała.

Leże wygodnie na łóżku, podczas gdy księżyc oświetla mój pokój. Jako wilkołak powinnam się przemienić, ale nie mam wystarczająco siły. Podparłam głowę ręką i zaczęłam myśleć.

Jak to się w ogóle wydarzyło? Czemu go czymś darze? Jest zwykły, a ja mam do niego słabość. Dlaczego?

Dlatego, że czuje ,że znam go od urodzenia. Wydaje mi się, że wiem o nim wszystko, a to nie prawda.

Zauważyłam, że ostatnio często chowa ręcę do kieszeni, kiedy nie ma ochoty z nikim rozmawiać. Wiem, że nie mówi tak wiele z powodu wiecznie gadającej Amy, tylko dlatego, że woli pozostać niezauważony. Wwierca się w moje oczy nie po to, żeby się mi przypatrzeć, tylko dlatego, że nie wie co powiedzieć. Nie śmieje się. Nie słyszałam go jeszcze śmiejącego się. Spuszcza głowę kiedy nikt z nim nie rozmawia. Traktuje dziewczyny jak małe kociaki, nie chce ich skrzywdzić, bo wie jak bardzo inni je urażają.

Wydaje mi się, że on nie chcę być sobą. Ta cała sława w szkole tylko go dołuje. Gdyby nie ona, miałby już mase kontaktów z dziewczynami, a tak to każdy próbuje porozmawiać z nim jak z Bogiem. Właśnie dlatego woli być sam. Nikt nie rozmawia z nim jako z przyjacielem, oprócz mnie i Asha, bo każdy ma go za kogoś do wykorzystania. Dlatego właśnie on nie chcę być sobą.

Obydwoje musimy o sobie wiele wiedzieć. Każdy z nas musi wiedzieć kiedy druga osoba się obrazi, a kiedy nie.

Burczy mi w brzuchu, ale ignoruje to i odblokowywuje telefon walcząc ze śmiatłem emitującym z komórki. Przymrużam oczy wybierając numer do chłopaka. To może być głupie, ale zanim chcę się rozłączyć, on już odbiera.

- Halo?

- Um..ja..pewnie cię obudziłam, ale...

- Właściwie to nie. Siedziałem i grałem. Nawet nie wiem, która godzina.

- Um, okej..E-mam propozycję. Możemy sobie zrobić szczerą noc.

- Co?

- Mm...polega to na tym, że mówimy co jedna osoby myśli o drugiej, ale oczywiście szczerze. I ogólnie takie tam...

- W porządku, zaczekaj. Położe się.

Ze słuchaki słychać charakterystyczny dźwięk pościeli kiedy na niej siadamy.

- Już. Tak więc ,możesz zacząć.

- Um, dobra...a więc, uważam, że jesteś bardzo przyjazny, ale jednocześnie nieśmiały. Myślę, że lubisz być sam i jesteś smutny z powodu sławy. Jesteś niesamowitym przyjacielem, wspierasz na każdym kroku i pomagasz - kiedy skończyłam nie usłyszałam nic w słuchawce - Teraz ty.

- Uważam, że jesteś idealna. Koniec

Wcale serce mi nie zabiło szybciej.

- Nie możesz tak. Musisz opisać dokładniej.

- Uh, okej. Spróbuje.. - cisza - Jesteś inna. Zupełnie. W szkole chcesz być niezauważona, nie chcesz pokazywać swoich talentów, um..nie starasz się zostać przyjaciółką osób takich jak ja na siłę. Jesteś naprawdę zupełnie inna. Kiedy jesteś zaskoczona zazwyczaj patrzysz na osobę najpierw szeroko otwierając oczy, potem je mrużąc. Gdy ktoś cię skomplementuje spuszczasz głowę i starasz się ,aby włosy zasłoniły twoją twarz. Kiedy stanie się coś nieoczekiwanego twoje serce bije strasznie szybko, przez dobre trzy minuty. Uśmiechasz się do ludzi delikatnie, ale nie potrafisz utrzymywać z nimi długi kontakt wzrokowy. Cholera...z-zupełnie inna. J-ja ...tak bardzo się kocham-kurwa - szepnął prawdopodobnie nie do mnie - Ja...no, chyba skończyłem.

Przez chwilę zastanawiałam się co powiedzieć.

- Ty też jesteś inny. Przez sławę nie masz przyjaciół, oprócz mnie i Asha, nie mówisz dużo dlatego, że chcesz zostać niezauważony, patrzysz się w moje oczy przez kilka sekund uśmiechając się, bo nie wiesz co powiedzieć, przez to wszystko jesteś smutny, gdy tylko ktoś o tobie zapomina spuszczasz głowę i nic nie mówisz ,jakby to dla ciebie nie było ważne, a jest...ja...ja nie wiem co jeszcze powiedzieć.

Po drugiej stronie słuchawki panowała przez jakiś czas cisza, a ja myślałam, że się rozłączyć.

- Nie wiedziałem, że ktoś to zauważył.

- Jak miałam tego nie zauważyć, jak cały czas robisz to w moim kierunku?

- Tylko w twoim - okej. - Ale nie znasz mnie.

- Ja zdaje sobie z tego sprawę...

- Nie jestem taki przez sławę.

- A przez co? - moja teoria jest błędna?

- Mhm...skoro t-to jest szczera noc to ci powiem.

O co tutaj chodzi?

- Jak skończyłem cztery latka, moi rodzice cały czas wyjeżdzali z siostrą, a mnie zostawiali z opiekunką. Nie chciałem z nią rozmawiać, a jako małe dziecko w ogóle się nie bawiłem. Przez cały dzień leżałem smutny w łóżku, bo mojej rodziny nigdy nie było. I tak mi zostało do dzisiaj. To dlatego wolę samotność. Bo się tego nauczyłem. Przez te dziesięć lat postanowiłem się bardziej skupić na wyglądzie, bo strasznie mi się nudziło i to dlatego teraz wszystkie dziewczyny krzyczą na mój widok..i-i..no. Ignorowali mnie, a gdy tylko prosiłem ich o coś to zawsze podnosili na mnie głos. Byli dla mnie nie fair - z każdym zdaniem jego głos załamywał się coraz bardziej, a mi się chciało płakać - To wszystko mnie bolało, bo jako małe dziecko siedziałem zawsze sam zamiast się bawić z rodziną czy chociażby innymi. I te wszystkie nawyki ,które wymieniłaś mam właśnie od tego. Ale nie jestem smutny z powodu sławy, tylko z tego co się działo i dalej się dzieje. Chociaż szkoła też ma jakąś tam swoją rolę - wypuścił powietrzę.

- Max...mam prośbę. Moglibyśmy się jutro spotkać w parku? Po szkole o 15:30?

- Nie ma problemu.

- Ale...załóż t-shirt i spodenki.

- C-co? Ale to dlaczego?

- Chce coś sprawdzić. Do zobaczenia no i dobranoc - rozłączył się, a ja dopiero wtedy dopowiedziałam dwa słowa - kocham cię. Chyba.

---

Następnego dnia nie było zbyt ciepło, a ja czułam się nienajlepiej z tym, że akurat w taką pogodę poprosiłam Maxa, żeby się tak ubrał. Ale to było dla mnie ważne. Patrząc na dzisiejszych nastolatków oni okaleczają się nawet bez powodu, dlatego obawiam się, że to samo robi on.

Do szkoły wstałam o 6:30 ,to przez to, że wczoraj zasnęłam po 1 w nocy. Byłam przestraszona, bo bałam się, że się spuźnie na autobus, ale naszczęście tak się nie stało, bo dość szybko się ubrałam, pomalowałam i pokręciłam lekko włosy. Nie zjadłam śniadania, więc to też jest jakaś zasługa, że zdążyłam na przystanek.
Ubrana byłam w miętową bluzę z czarnym napisem ,,Magic'' i - tego samego koloru co wyraz - jeansy z przetarciami na kolanach.

W szkole nie działo się nic ciekawego, oprócz tego ,że przez cały tydzień mamy teraz sprawdziany, a ja byłam załamana gdy się o tym dowiedziałam, bo to znaczy, że nie będę w ogóle wychodzić z domu.

Przez cały dzień nie widziałam Maxa, więc pomyślałam, że może nie przyszedł, ale stwierdziłam, że jednak przejdę się do parku, chociażby ,żeby rozprostować kości. I wtedy gdzieś w oddali zobaczyłam brąz czuprynę przykrytą granatową czapką, więc od razu wiedziałam, że to on.

Podeszłam do chłopaka, który opierał się o drzewo i rozglądał prawdopodobnie szukając mnie.

- E..cześć.

- Hej - odpowiedział i usiadł na ławce razem ze mną. - Co chciałaś zobaczyć?

Wciągnęłam nerwowo powietrze i spojrzałam na jego ramiona. Nie miał na nich nic, dlatego spojrzałam na uda i przeraziłam się, ponieważ było na nim JEDNO zaschniętę już cięcie. Spojrzałam na Maxa, ale on odwrócił głowę, jakby nie chciał o tym rozmawiać.
Drugie udo miało trzy linie, w czym jedno w miarę świerze.

- Dlaczego? - spytałam prosto starając się, aby mój głos nie zadrżał.

- Mmm, wiesz już.

- To nie jest powód. To nie twoja wina, że tacy są.

- Nie przekonasz mnie tym.

Spuściłam zrezygnowana głowę i starałam się wpaść na jakiś pomysł. Lub chociażby zmienić temat.

- Wiedziałem, że o to będzie ci chodzić - przerwał ciszę.

- A jednak zdecydowałeś się w tym przyjść.

- Obiecałem. Nie powiesz nikomu? - spytał w końcu na mnie patrząc, a ja zaczęłam się jękać.

- N-nie wiem Max, to nie jest-nooormalne.

- Może i nie - znów odwrócił głowę. Tak się z nim nie da rozmawiać.

- Przestań to robić, proszę - odrzekłam żałosnym tonem.

Brunet odwrócił się tak, że teraz widzę jego prawy profil, ale nic nie powiedział.

- Nie obiecam ci tego - na to zmarszczyłam brwi. Skoro nie chce sobie pomóc, to nie.

- W takim razie ja już idę - wstałam, żeby zobaczyć jego reakcje - Mamy w tym tygodniu mnóstwo sprawdzianów. Pa - odwróciłam się gotowa, żeby odejść, ale w porę usłyszałam jego głos.

- Zaczekaj.

Czyżby zmienił zdanie?

Nie.

Oh,nie.

On tylko wstał, żeby złożyć pocałunek na moich ustach ,który kolejny raz sprawia, że prawdopodobnie zaraz się rozpłynę. Kiedy się odsunął pożegnał mnie, a ja z lekkim fochem odeszłam do domu.
 

 
1# Jestem JLoverką (i właściwie tylko to się liczy) od 29 stycznia 2017 roku, co jest dla mnie nie do pojęcią, ponieważ nigdy nie miałam idolki przez tak długi czas. Najdłużej, przed Jennifer, była Erika Tham (cztery miesiące), a teraz takie DUP i jestem JLoverką od prawie 15 miesięcy.

2# Bardzo lubię kpop. Stanuje Twice i BTS, a moimi ub to V, Jihyo i Tzuyu.

3# Gram profesjonalnie na fortepianie i gitarze.

4# Moje hobby to: TANIEC (do którego wciągnęła mnie Jennifer), pisanie książek, gra na gitarze.

5# Moja najlepsza przyjaciółka wyliczyła, że mam ponad 20 talentów.

6# Kocham angielski. Mogę rozmawiać cały dzień w tym języku i się nie znudzić.

7# Moim ulubionym przedmiotem w szkole to angielski, polski i chemia.

8# Po tych wakacjach pójdę do 3 klasy gimnazjum.

9# Moje ulubione zespoły to: 5sos, 1D, BTS, Little Mix, Fifth harmony, Blackpink, Twice, Exo, Got7, Seventeen, Red velvet, NCT, Monsta X, Ikon, wciągam się również w Wanna one, Stray Kids i (G) I-dle. Moimi biasami są:
5Sos - Michael
1D - Niall
BTS - V
Little Mix - Jade
Fifth Harmony - Ally
Blackpink - Lisa
Twice - Tzuyu, Jihyo
Exo - Xiumin, Sehun
Got7 - Jackson
SVT - Hoshi
Red Velvet - Seulgi
NCT - Winwin
Monsta X - Wonho (Hyungwon bardzo wreckuje i myślę, że prawdopodobne jest, że za niedługi okres czasu będzie moim drugim biasem)
Ikon - BI

10# Moim ulubionym krajem ever jest Norwegia, ponieważ wszystko jest tam takie piękne, jest świerze powietrze i to ogólnie są moje klimaty. Bardzo lubię też Anglie, USA, Australię i kilka innych.

11# Potrafię zrobić wszystko (nie żartuje)

12# Jestem bardzo silna psychicznie i fizycznie.

13# Jestem uzależniona od makaronu.

14# Przez całe życie nie obchodził mnie mój wygląd, styl itd, dopiero kiedy zorientowałam się, że podoba mi się styl 5sos, zaczęłam kupować sobie ładne ubrania, dbać o siebie itd.

15# Jestem bardzo konkurencyjna.
 

 
Moje serce teraz waliło pewnie sto uderzeń na sekunde. Max powiedział mi właśnie, że się we mnie zakochał. Ale czy to jest prawda? Czy tylko powiedział tak dla zabawy, żeby zobaczyć moją reakcje? Co jeśli jednak nie kłamie, a ja mu powiem ,,dobry żart'' ? Obrazi się na mnie. Co ja mam w końcu zrobić?

Nie odezwałam się. To chyba najgorsze co mogłam zrobić.

- Czuje jak twoje serce mocno bije - założe się, że uśmiecha się.

Jemu jest do śmiechu, a ja tu umieram.

Odzywać się czy nie?

Na to pytanie odpowiada mi chłopak. Odrywa mnie od niego, a dalej nie wiem co robi, ponieważ zamykam oczy.

- Co robisz?

- Ni... - nie dokończyłam. Sama nie wiedziałam co mu odpowiedzieć. - Nie wiem co powiedzieć.

- Otwórz - rozkazał, a ja przekręciłam przecząco głową. - Otwórz, proszę.

Westchnęłam ,ale zrobiłam to.

- No - uśmiechnął się. - A teraz mów co myślisz.

Serio chcesz wiedzieć?

- Oczekujesz, że odezwę się po tym co mi powiedziałeś?

- Czy to źle, że ci o tym powiedziałem? - spytał, a ja przekręciłam głową.

- Właściwie to już nie wiem.

Ucichliśmy oby dwoje. Założyłam pasmo włosów za ucho i przytuliłam się do niego, by nie musieć patrzeć mu w twarz.
Kilkanaście sekund później słyszeliśmy ostatnie nuty piosenki, a ja oderwałam się od niego, chcąc odejść ,ale on wyszeptał mi do ucha:

- Mogę coś zrobić? - kiwnęłam głową (mam taki odruch, że jak ktoś mnie o to pyta, od razu mu pozwalam) nie zastanawiając się co to takiego może być.

Ale chwilę później się dowiedziałam. Brunet przyciągnął mnie jeszcze raz mocniej do siebie i złożył delikatny pocałunek na moich ustach. To była chwila, ale rozpłynęłam się pod nią. Chciałam aby to było nieskończone, lecz bałam się mu wyjawnić, że czuje to samo do niego. Może tylko żartować, a ja się przed nim wygłupie.

Max spojrzał mi w oczy ,a jego brązowe tęczówki prosiły o odpowiedź. Jednak ja nie wiedziałam, co zrobić. Jedyne co mogłam to próbować coś powiedzieć, czyli zacinać się. Wtedy będzie wiedział, że miałam zamiar coś odrzec tylko nie wiedziałam co.

- J-ja.. e-to znaczy nie-nie wiem jak-gdzie-zaraz-czekaj... - odchrząkłam i spojrzałam w dół, a chwilę później usłyszałam jego śmiech, co oznaczało, że zadziałało. - Może chodźmy już stąd, robi się późno - zaproponowałam, a on kiwnął głową i wyszliśmy z tłumu.

Szybkim krokiem znalazłam Amy i Ashtona, którzy właśnie zsiedli z najwyższej kolejki, potem razem wróciliśmy do naszych domów (no, właściwie to tylko złotowłosa i zielonooki, bo oczywiście Max musiał ze mną sobie jeszcze porozmawiać).

Stone zatrzymał się przed miejscem mojego zamieszkania dając znać reszcie, żeby na niego nie czekali. Kiedy się zgodzili i byli daleko chłopak zaczął rozmowę.

- W porządku? - spytał, a ja odwróciłam się do niego udając, że jest okej. - Napewno?

- Tak - odpowiedziałam łagodnie.

- Mam nadzieję ,że nie będzie między nami żadnego gorszego napięcia...czy coś tam.

- Ee..tak. Spoko.

- Żyjemy normalnie.

- Tak.

Czy tylko to umiem mówić?

- W takim razie do zobaczenia jutro - uśmiechnął się promiennie i odszedł z rękami w kieszeni.

---

Następnego dnia wyszłam z domu bez śniadania, wypiłam jedynie herbatę, a na siebie założyłam biały t-shirt z ananasami i czarne spodenki z białymi elementami. Włosy tym razem związałam w wysokiego kucyka ,ponieważ miałam zamiar pouczyć się trochę jeździć. Nałożyłam makijaż na twarz i spryskałam się ulubionymi perfumami. Uśmiechnęłam się do lustra i wyszłam z łazienki zamykając jej drzwi. Wybiegłam z domu czym prędzej, aby uniknąć pytań ,,co zjadłaś na śniadanie?''. Moja mama już pewnie zauważyła, że schudłam i zaraz się będzie mnie o to wypytywać.

Na miejsce doszłam trzy minuty przed trzynastą. Zauważyłam z daleka złoty kolor włosów Amy już jeżdżącej z Ashtonem po całym skate parku ,natomiast Max opierał się o ramę ławki. Podeszłam do chłopaka i uśmiechnęłam się. On odpowiedział mi tym samym przyciągając mnie w talii i cmokając w usta na widoku wszystkich ludzi ,ale z tego co zauważyłam, nie wiele się na nas gapiło. Gdy się odsunął zachowywał się normalnie, jak gdyby nigdy nic. W ogóle...czemu to znów zrobił? Wczoraj powiedział, że dalej będziemy przyjaciółmi, więc...nie rozumiem go.

Zmarszczyłam brwi, podczas gdy on usiadł na ławce i zaprosił mnie obok niego. Usiadłam, a wtedy on westchnął.

- Coś się stało? - zapytałam.

- Nic. Jutro wracamy do szkoły - uśmiechnęłam się na samą myśl o tym.

- Tak, cieszysz się? - spytałam, a on wzruszył ramionami.

- Częściowo. Ale wolałbym mieć wolne przez całe życie - rzucił bezuczuciowo odchylając głowę do tyłu.

Trzy minuty później podbiegła do nas Amy z deskorolką w ręcę. Zaczesała włosy do tyłu i usiadła obok mnie wyciągając spod ławki butelkę z wodą. Następnie wzięła kilka łyków i zamknęła ją.

- Jutro znowu do szkoły. I kolejny raz muszę użerać się z Evansem...

Rzekomy mężczyzna to nauczyciel biologii. Złotowłosa nienawidzi go z powodu jego sposobu prowadzenia lekcji. Mówi, że są nudne, a zamiast nas uczyć to każe przepisywać z książki, podczas gdy on sobie siedzi przy komputerze na facebook'u. I my mamy coś z tego rozumieć? Niech sie potem nie dziwi, że się ,,nie uczymy''.

- Powiem ci szczerze, że mi się też nie za bardzo chcę. W ogóle...już jest marzec! To tak szybko minęło! Czuje się jakbym dopiero stała na rozpoczęciu roku szkolnego!

- Mhm, ja też - mruknęła.

Odwróciłam głowę w stronę skate parku i obserwowałam ludzi na deskorolkach. Dzisiaj było ich wyjątkowo dużo. A gdy zaczęłam się przyglądać wszystkim zauważyłam znajomą twarz. Brąz włosów ( jaśniejszy od koloru włosów Maxa ) i bardzo blada twarz. Na ławce, naprzeciwko nas siedział Jake. Miał na sobie bordowy t-shirt i muszę powiedzieć ,że wyglądał lepiej niż zazwyczaj w tym kolorze. Przygryzłam wargę czując ,że moje usta są suche, a gdy faktycznie tak było przejechałam delikatnie językiem po nich i wszystko było już w porządku.
Z tego co zauważyłam siedział tam z jakimś innym chłopakiem, którego imienia nie znałam, ale był blondynem i z tego co wiem, jest z ostatniej klasy.

Około 15 wyszliśmy ze skate'a po kilkunastu moich próbach zjeżdżania z ramy ( co ostatecznie skończyło się na lekko obtartych kolanach i interwencji Ashtona, gdy upadłam ) na festiwal. Kiedy tylko przeszłam przez jego ,,działkę'' sprawdziłam listę występów ,ale niestety nie zauważyłam żadnego artysty ,którego lubię, chociaż widziałam, że mnóstwo dziewczyn wariowało na wiadomość, że o 18 występuje Bruno Mars.
Jednak nasza paczka zdecydowała się kupić watę cukrową ( ja zdecydowałam się na lody ,bo nie lubię być cała oblepiona w cukrze ). Później przeszliśmy się na stanowiska ,aż w końcu w oddali spostrzegliśmy dość duże pomieszczenie, którego wczoraj nie było, także po wyrzuceniu papierków i wytarciu twarzy ,skierowaliśmy się tam. Dwie dziewczyny ( wyglądające na około 16 lat) stały przed nim z ulotkami, a kiedy Ashton zapytał się co to jest ( on i Amy są zdecydowanie najbardziej odważni i otwarci do ludzi z naszej paczki) rozpromieniły się.

- To jest budynek sprawdzający wasz status w związku! Zasady są proste! Trzymacie się cały czas za rękę i musicie wykonywać poszczególne zadania! Ale nie wolno się oddalać od siebie! - zaakcentowały ,a ja przeniosłam wzrok na Maxa, który teraz trzymał dłonie w kieszeniach czarnych jeansów.

- Możemy spróbować - powiedział chwytając mnie za rękę. W tamtym momencie poczułam się słabo i wyczułam, że na mojej twarzy zaraz pojawią się rumieńce. Czy on chce to zrobić?! Przecież nie jesteśmy w żadnym związku do cholery!

Zanim się zgodziłam brunet wbiegł do budynku ,a ja zaczęłam się awanturować.

- Ty durniu! Nie zgadzałam się na to! Nie chcę tego robić do cholery!

Wtedy jego brązowe oczy wręcz wwiercały się w moje tęczówki. Końcówki jego ust powędrowały do góry wciąż idąc przed siebie. To mnie konkretnie zabiło. Zero słów. Po prostu jego wzrok odebrał mi mowę.

Nie mówiłam już potem nic.

Pierwsze stanowisko polegało na tym, że mamy zjeść jakieś japońskie kluski ( nie bijcie mnie za to, że nie interesuje się anime i nie oglądałam żadnej z nich ) ,tylko, że on miał karmić MNIE. Już sobie to wyobrażałam jak będę głupio przed nim wyglądać, ale zmarszczyłam tylko brwi. Usiedliśmy na krzesłach, a on mocniej ścisnął moją rękę.

- Otwórz buzię - nakazał, a ja powoli nachyliłam się do przodu, aby chłopak mógł nakarmić mnie niczym małe dziecko. Jednak on wycofał rękę śmiejąc się.

- Bardzo śmieszne - zrobił to kolejny raz, a ja wydęłam wargi.

- Jesteś słodka kiedy się złościsz - przewróciłam oczami, a wtedy w końcu przeżułam to jedzenie ( dopiero później zdałam sobie sprawę, że przez to mogę przytyć). Trwało to wszystko aż 15 minut, mimo, że miska z tym czymś była naprawdę mała.

Następny etap to była gra w tenis stołowy. To było niesamowicie trudne, ponieważ jestem prawo ręczna, a Max trzymał właśnie tą rękę, dlatego musiałam sobie poradzić lewą BEZ puszczania jego dłoni. Z tego co widziałam chłopakowi w ogóle nie śpieszyło się aby odbić piłkę, co sprawiało, że byłam niebywale zła, bo to przecież on się na to zgodził!

Nasi przeciwnicy byli naprawdę bardzo słabi, więc w sumie tylko dlatego udało nam ,a raczej mi się to wygrać.

- Nic nie zrobiłeś - zauważyłam idąc na trzeci etap.

- Dobrze sobie radziłaś - zmarszczyłam brwi i przygryzłam policzek od środka.

- Ja się na to nie zgodziłam, więc to ty powinieneś to wszystko robić - dźgnął mnie palcem w policzek na co ja nerwowo się do niego odwróciłam.

- Będzie dobrze kochanie, wygramy.

Kochanie?

Ostatnie zadanie to było znalezienie w basenie pełen balonów jednego, konkretnego z napisem ,,szczęście''. I tutaj znów mieliśmy nie rozłączać naszych rąk, co mnie bardzo irytowało, bo przez to czułam się niezręcznie, kiedy szliśmy do następnych stanowisk.

Jeszcze raz mówię,ja się na to nie godziłam.

Max wymamrotał coś kiedy staliśmy już przed basenem ,ale nie usłyszałam co mówił, więc poprosiłam o powtórzenie, ale on tylko przyłożył balona do mojego prawego policzka mówiąc ,,nic''.

- Ścigajmy się kto pierwszy go znajdzie - zaproponował.

- To oczywiste, że cię pokonam - odrzekłam od razu i sięgnęłam po pierwszego lepszego zielonego koleżkę, a kiedy zobaczyłam ten właściwy napis - rozpromieniłam się. - Widzisz? Znalazłam go!

- Rzeczywiście - i znów to zrobił. Znów jego wzrok wwiercał się w moje tęczówki, sprawiając ,że pojawiała mi się gęsia skórka.

Zawiesiłam się na chwilę, ale zaraz potem on pociągnął mnie w stronę wyjścia zostawiając balona gdzieś obok. Dziewczyny z przodu pogratulowały nam (za każdym udanym etapem ,,strażnicy'' pozwalali nam iść dalej).

- To było zabawne.

- Świetnie się bawiłeś drażniąc mnie, prawda?!

- Hę?

- N..nic - puścił moją dłoń, a ja poczułam się zawiedziona, bo chciałam, aby trzymał mnie za nią cały czas.

Co?
 

 
Byłam taka szczęśliwa. Przedchwilą występowało 5sos ,a ja byłam na koncercie ZA DARMO. Z tego co Max mówił, festiwal jest jeszcze jutro, więc ja napewno tutaj przyjdę i obczaje wszystko. Podoba mi się tu.

- Ej, ludzie. Przyjdziemy tu jutro? - spytałam Ashtona, mając nadzieję, że powie ,,tak''. Ale on tylko uśmiechnął się przepraszająco.

- Wybacz, ale nie mogę jutro.

- A ty Amy?

- Nie wiem... zamierzałam jechać na zakupy ,a później do skate'a.

- Możemy pójść razem - zaproponowałam, a ona rozpromieniła się.

- Ale przecież chciałaś być tu...

- Spotkamy się razem o trzynastej w skate'cie. Festiwal zaczyna się o piętnastej, więc mamy trochę czasu.

Podniosłam dwie koszulki, które prawie wylatywały mi z rąk. Ta z Bieberem jest biała, a z Horanem - czarna.

- Jak rozkarzesz - zażartowała złotowłosa salutując mi. - Gdzie teraz idziemy?

Przez następne dwie i pół godziny chodziliśmy po różnych stanowiskach starając się coś wygrać. Ashtonowi udało się zbić dwie górki z puszkami, ale trzeciej już nie, a on zaczął zachowywać się jak małe dziecko, które przegrało, dlatego Amy postanowiła coś mu wygrać. I udało jej się, ale wybrała mu misia, a on się jeszcze na nią ironicznie obraził. Przez cały ten czas były jeszcze inne koncerty artystów, których nie lubie lub w ogóle nie znam. Dopiero około dziewiętnastej ,kiedy wszyscy piosenkarze/zespoły się zmyły, postanowili sami puszczać muzykę.

- Co teraz robimy? Nudzi mi się, a kolejki są już zamkniętę.

- Możemy wracać.

- Albo zatańczyć - zaproponował Max odwracając się i patrząc na parkiet. - To jak?

- Dobra.

- JA NIE TAŃCZE Z AMY! - obronił się brunet. - To moja siostra i wiem co mi zrobi!

- Dobrze wiesz - odpowiedziała krzyżując ręce. - W takim razie, ja sobie usiądę.

- W porządku. To chodź Angel - Ashton chwycił moją dłoń i zaprowadził na miejsce przeznaczone do tańca.

Usłyszałam pierwsze nuty ,,Side to side'' i skrzywiłam się. Nie lubię Ariany, ale to nie jest mój wybór, więc musiałam się z tym pogodzić. Zielonooki zaczął tańczyć i zupełnie nie przejmował się tym, że jest mnustwo ludzi obok niego,w przeciwieństwie do mnie. Po trzech minutach muzyka zmieniła się na inną, której nazwy nie znałam.

Kocham taniec, ale nie taki.

- Powiem ci coś - wykrzyczał przez muzykę. - kiwnęłam głową - Na początku naszej znajomości mi się podobałaś, wiesz?

- Oh...

Na początku?

- Nie wiedziałam.

- Teraz już wiesz - uśmiechnął się promiennie

Po kilkunastu minutach DJ oczywiście musiał zmienić nuty na bardziej wolne. I wtedy chciałam odejść, ale czyjaś dłoń chwyciła mój nadgarstek szepcząc mi do ucha ,,Teraz moja kolej''. Już wtedy wiedziałam, że to Max, no bo inny mógł by to zrobić?

Tylko, że ja tego nie chciałam.

Chłopak objął mnie w talii, a ja niechętnie oplotłam ręce wokół jego szyji. Czułam się niekomfortowo i bardzo mi się to nie podobało. Chciałam ucieć, ale on trzymał mnie za mocno, dlatego spuściłam głowę.

- Coś nie tak?

Nie odpowiedziałam. Bałam się.

- Obraziłaś się? - przekręciłam głową przecząco.

- Czuje się niekomfortowo.

- Dlaczego?

- Po prostu...panikuje.

- Nie masz się czego bać. To tylko ja.

- Nie myśl, że jak mi tak powiesz, to to pomoże - teraz jeszcze bardziej chciałam uciec.

- To może porozmawiajmy o czymś głupim, żebyś się rozluźniła.

- W porządku...

- Może...co najbardziej lubisz jeść?

- Dlaczego pytasz?

- Z ciekawości - podniosłam głowę. Jego twarz była bardzo bliska mojej, a jego oczy uśmiechały się delikatnie.

- Więc tak...Spaghetti Bolognese, to jest moje uzależnienie. A kolejne to pączki z dżemem i kawą.

- Kim chcesz zostać w przyszłości?

- Szczerze to jeszcze nie wiem. Nie dawno chciałam mieć prace związaną ze sportem, ale gdzieś w okolicy stycznia czy lutego zamażyła mi się praca policjantki, ale jakoś w to nie zabardzo wierzę.

Jego kąciki powędrowały do góry jeszcze bardziej.

- Coś nie tak?

- Kiedyś zaproszę cię do siebie i zjemy to twoje spaghetti.

- N-nie, ja...nie chce robić kłopotów.

- Nie żartuj. Musisz w końcu coś zjeść.

- Max, ja jem. Ale już nie tak dużo - ponownie spuściłam głowę patrząc na nasze buty. - Po prostu nie czuje się sobą, gdy waże tak wiele.

- Angelika, obiecaj mi ,że za niedługo z tym skończysz.

- Jeszcze tylko kilka kilogramów, w porządku?.. - zaproponowałam.

- No dobrze.

Przez minutę tańczyliśmy w ciszy, aż w końcu brunet przyciągnął mnie jeszcze bliżej siebie i teraz praktycznie się przytulaliśmy. Uspokoiłam się i wtuliłam w niego bardziej.

- Powiedzieć ci coś? - spytał kiedy piosenka powoli się kończyła.

- Mhm.. - mrukłam przymykając oczy.

- Chyba zakochałem się w tobie - wyszeptał.
 

 
- Angel, chodź! Gramy w wyzwania! - krzyknął uradowany Ashton wołając mnie do niego. Szybkim krokiem doszłam do niego, a on kazał mi usiąść w kręgu. Znalazłam miejsce obok Sophie i Olivii. Wzrokiem poszukałam Maxa - siedział obok Nathalie i Nicole (a jakże...). Ash usiad naprzeciwko mnie i położył butelkę na środku.

- Zaczynam - oznajmił i zakręcił. Koniec z zakrętką wypadł na Nine, a on zapytał. - Pytanie czy wyzwanie?

- Mm..pytanie - powiedziała blondynka spuszczając wzrok.

- Dobrze, a więc powiedź nam, czy kiedykolwiek wywruciłaś się w miejscu publicznym? - zaprzeczyła, a potem ona zakręciła i wypadło na Jake'a , którego teraz zauważyłam.

Tak przy okazji, przypomniał mi się przegrany zakład z Amy.

Mam nadzieję,że zapomniała.

- Pytanie czy wyzwanie?

- Wyzwanie - uśmiechnął się dumnie.

- Mm...zatańcz coś.

- Pff...takie proste? Daj inne - zaprotestował brunet.

- To...wypij całą cole na raz - skrzywił się.

- Coś innego.

- No prosze was! - krzyknął zdenerwowany Ash.

- Dobra! To kurde nie wiem, pocałuj kogoś w policzek! - wykrzyczała czternasto latka, a on rozpromienił się.

Wstał, a potem wszyscy czekali kogo wybierze. Miałam nadzieję, że to nie będę ja i naszczęście - nie byłam.
Ktoś zawiwatował i podniosłam wzrok. Wybrał Aylin, która zarumieniła się, ale znając ją - już skacze z radości w duchu.

Następnie zakręcił butelką, która wypadła na mnie, a ja westchnęłam.

- Pytanie - odpowiedziałam zanim zapytał mnie.

- Czy zostaniesz moją dziewczyną?

Wszyscy zawiwatowali i spojrzeli na mnie. Zapewne moje policzki płoną. Co powiedzieć? Cholera...

- Ja...nie odpowiem na to pytanie...

- Proszę... - cichy, beznadziejny głos czternasto latka zabrzmiał w moich uszach.

- Ja...Jake...

- Stary, to nie jest pytanie do gry - przerwał mi niski ,głęboki głos, który zwrucił się do bruneta. To Max.

- W porządku - odparł niezdarnie, a następnie ja zakręciłam i padło na Amy.

- Wyzwanie - również wyprzedziła.

- To może wypij tą cole całą - zaproponowałam, a ona zrobiła to w dwie minuty.

Kilka minut później Max dostał wyzwanie aby zrobił dwadzieścia pompek. Z tego co zauważyłam to nie było nic trudnego dla niego. Następnie on wykonał ruch i padło na mnie. Uśmiechnął się.

- Zaśpiewaj .

Co.

- Max....

- Zaśpiewaaj - pogróżył jak psu, a ja westchnęłam i niechętnie to zrobiłam.

- Cause all I need is a beauty and a beat,who can make my life complete. It's all 'bout you, when the music makes you move. Baby do it like you do - zaśpiewałam cicho, a nikt się nie odezwał, więc zakręciłam.


---

Sześć dni później odbywał się festiwal, na który wybrałam się z Ashem, Amy i Maxem. Na dworze było ciepło, bo właśnie zaczął się marzec, co oznacza koniec ferii. Ale dziś była sobota ,więc oczywiscie mamy jeszcze wolne. Założyłam na siebie czarną spódniczkę i tego samego koloru koszulkę bez rękawów z różowymi kwiatami. Włosy pokręciłam, a na twarz nałożyłam makijaż. Jeszcze zanim wyszłam stanęłam na wadze i zobaczyłam,że licznik wskazuje 55 kilogramów. Co oznacza, że schudłam 4kg w tydzień. Przez ten czas nie widziałam się z nikim, więc niektórzy mogą być zdziwieni ( jeżeli ktokolwiek zauważy ).
Około 14:40 ( znów nie jadłam obiadu ) wyszłam z paczką i przeszliśmy się na miejsce. Amy miała założoną zwykłą, białą koszulkę i czarne jeansy z przetarciami na kolanach, Max miał na nogach to samo ,na głowie czapkę i włożył niebieski t-shirt. Za to Ash założył beżowe spodnie i koszulę. Ze sobą zabrał deskę ,na której jechał. Zauważyłam, że brunet cały czas na mnie spoglądał.

Na miejscu złotowłosej i piętnasto latkowi zachciało się do łazienki, więc weszli do oddzielnych kabin zostawiając nas samych.

- Tak więc, o której kończy się festiwal?

- O 20, ale będzie też jutro.

- Fajnie. Pójdziemy sprawdzić kto dzisiaj gra? - zaproponowałam, a potem razem oddaliliśmy się do tablicy.

- Camilla Cabello...Ed Sheeran...Alvaro Soler... - wypowiadał przejeżdzając palcem po kartce papieru. - Nikt kogo lubię.

- Nie gadaj. Ed występuje!

- Przecież go nie lubisz...

- Tak, ale...to wielka gwiazda. Zazdroszcze tym, którzy mają bilet.

- Emm...właściwie to jest za darmo - wspomniał ,a ja szeroko otworzyłam oczy. - Tak, wszystkie bilety - uśmiechnął się.

Spojrzałam ponownie na listę i przejechałam po kartce wzrokiem. Wróciłam gdzieś w okolicy środka kiedy zobaczyłam liczbę ,,5".

- Choleeera jasna! - wykrzyczałam podekscytowana. - Kuuurwa!

- Ej, ej - upomniał mnie Max, ale ja go nie słuchałam.

-Ja pier... - chwyciłam się za głowę widząc, że za godzinę będzie występowało 5 Seconds Of Summer. Mój jeden z ulubionych zespołów! Cholera, na dodatek mam darmowy bilet!

- Musimy iść na ten koncert! Proszę Max!

- Dobra, nie ma problemu.

Podskoczyłam podekscytowana i podziękowałam mu.

Po chwili wróciła Amy z Ashem. Wszyscy na początku postanowili iść na kolejke górską, a potem na jakieś gry. Kiedy zobaczyłam, że jedną z nagród do wygrania była koszulka z napisem ,,I ❤ Bieber" postanowiłam, że ją wygram. Przy mnie stali chłopacy i obserwowali. Strzeliłam w pierwszy trójkąt i udało mi się zbić wszystkie puszki. To samo zrobiłam z drugim rzucając z ogromną siłą. Westchnęłam mając nadzieję, że mi się uda. I tak! Udało się. Wybrałam sobie to co chciałam, a potem postanowił zrobić to samo Max.
Po zaledwie trzydziestu sekundach wygrał i zabrał koszulkę z takim samym napisem jak ja wybrałam, ale zamiast ,,Bieber" było ,,Horan".
Zdziwiłam się, bo nie sądziłam, że go lubi, ale kiedy wręczył mi ją, zakrztusiłam się.

- To ty ją wygrałeś.

- Zrobiłem to dla ciebie. Trzymaj - podał mi ją, a ja zarumieniłam się i podziękowałam.

- Okej, dobra. Jest chwila przed 16. Za chwilę rozpoczną się koncerty. Na który chcecie iść? - spytała Amy.

- Idę na 5sos z Maxem - złapałam jego ręke podekscytowana.

- Dobra, więc rozdzielmy się. Wy idziecie pod scene, a ja z Ashem jeszcze raz na kolejkę.

Wszedłam w tłum razem z brunetem i udało nam się dojść pod samą scene. Nie mogłam uwierzyć, że zaraz zobacze jeden z moich ulubionych zespołów.

- Max? Wiesz...ch-chciałam ci podziękować...za wszystko. Wiele dla mnie zrobiłeś i zdałam sobie sprawę jak bardzo ci jestem wdzięczna - spuściłam głowę, a on uśmiechnął się i podniósł mój podbródek.

- Hej, dla przyjaciół wszystko prawda? Obiecaj mi coś - przytaknęłam. - Będziesz jadła regularnie.

Ta obietnica kompletnie mnie zdziwiłwa. Zauważył, że schudłam? Oh...to dlatego tak mi się przyglądał.

- Max, ja...ja nie mogę.

- Nie możesz być chuda jak patyk.

- Mogę - delikatnie wyrwałam się.

Nie odpowiedział, tylko spojrzał na scene, a ja zorientowałam się co się dzieje, dopiero kiedy wszyscy zaczli piszczeć. Odwróciłam się i zobaczyłam wchodzącego na scene Luke'a, Calum'a, Michael'a ,a potem Ashtona. Perkusista miał takie same imie jak mój przyjaciel, dlatego ciągnęło mnie trochę bardziej do niego niż do reszty. Był też do niego bardzo podobny.

Zespół zaczął piosenką ,,Don't stop" ,a potem pokolei były takie hity jak ,,Heartbreak girl" , ,,She looks so perfect" , ,,Try Hard" , ,,Jet black heart" ,a na koniec moja ulubiona - ,,Outer Space".
 

 
Zakupy z Maxem to nie było coś nad zwyczajnego. Normalnie rozmawialiśmy i nie było żadnego napięcia między nami. Chłopak kupił Ashtonowi dwa case'y (ukradł mój pomysł, tak przy okazji), coś słodkiego i czarny t-shirt ,a ja zakupiłam mu jak już wcześniej mówiłam pałeczki do perkusji, kostkę do gitary (bo nigdy jej nie miał) i płytę Metalici, którą tak bardzo chciał. Spędziliśmy w centrum około godziny trzydzieści, bo nie mogłam się zdecydować, czy kupić mu coś jeszcze czy nie (co sprowadzało się do tego, że Max był na mnie wściekły). Także w domu byłam około 18 i rzuciłam się na łóżko. Chwilę później przyszedł na mój telefon sms, a ja odblokowałam komórkę i przeczytałam.

Od: Ash

- Ang, jutro u mnie o 17 jest impreza. Przychodzisz, prawda?

Do: Ash

- Oczywiście

Nie dostałam nowej wiadomości, więc usiadłam przed komputerem i słuchałam muzyki grając w ,,The binding of Issac''.

Trzy godziny później znów dostałam sms'a, ale odebrałam go dopiero po kilku minutach. Przeczytałam go z uśmiechem ,bo napisał do mnie Max.

Od: Max

- Za kilka dni jest festiwal w naszym mieście.

Do: Max

- Jaki festiwal?

Od: Max

- No wiesz, jakieś głupie stanowiska z jedzeniem, zabawami, jakieś zespoły też będą występować, mnusto ludzi.

- Rozumiesz?

Do: Max

- Tak, tylko po co mi to mówisz?

Od: Max

- Bo to jest fajne xD

- I mówie, bo idzie cała paczka i pewnie dużo innych ludzi ze szkoły.

- I ty też.

Do: Max

- Okej, kiedy to będzie?

Od: Max

- Za tydzień, startuje o 15.

Do: Max

- Okej, raczej będę.

---

Nastał dzień urodzin Ashtona. Obawiałam się, że nie będę czuć się dobrze, bo wczoraj siedziałam przy kompie do 2 w nocy, a na dodatek nic nie zjadłam.

Przetarłam zaspane oczy i podniosłam się z łóżka. Nie zdecydowałam się na śniadanie, tylko usiadłam od razu do komputera. Przejrzałam Instagrama i wzięłam się za granie na gitarze. Zeszło mi tak ,aż do 15:30 kiedy to zaczęłam panikować z powodu tego, że mam mniej niż półtorej godziny czasu na wyszykowanie się. Pobiegłam więc do łazienki i wzięłam kilkunastu minutowy prysznic, włosy zostawiłam takie jak zawsze czyli dość mocno pokręcone i nałożyłam na twarz makijaż - taki jak zwykle. Nim się obejrzałam było dziesięć minut przed 17, a ja zdałam sobie sprawę, że nie jadłam obiadu. To dobrze. Na imprezie też nic nie będę jeść. Tylko pić, chociaż nie wiem czy uda mi się oprzeć pizzy.


--

Ktoś zadzwonił do drzwi. Otworzył któryś z moich rodziców, wcześniej wołając mnie. Byłam pewna, że przyszłi po mnie bliźniacy Stone. I nie myliłam się. Kiedy wyszłam z pokoju, siedem minut przed 17, stali w progu. Amy miała jak zwykle rozpuszczone i wyprostowane włosy oraz lekki makijaż, a na siebie założyła jasno-niebieską ,lekko prześwitującą bluzkę bez rękawów i czarne jeansy z przetarciami na kolanach. Na stopach miała tego samego koloru co spodnie buty z niskim obcasem. Natomiast jej brat założył bordową koszulę i czapkę i szare jeansy. Oby dwoje wyglądali bardzo ładnie i gdybym teraz nie musiała się powstrzymywać, to bym rzuciła się na Maxa.

- Chodźmy już. Za chwilę się zaczyna -zaczęła Amy.

- Czasami lepiej jest się spóźnić -dopowiedział Max.

Wyszłam na dwór z ręką bruneta na dole moich pleców.


---

Kiedy skończyliśmy tańczyć z ludźmi (ja tańczyłam z Ashtonem, James'em, Andrew, Casperem i Marciem mimo, że ludzi było tutaj ponad stu. Max się przyglądał i z tego co wiem tylko pił jakiś sok) przeszliśmy do pokoju solenizanta i Nicole (która oczywiście dobierała się do Stone'a) zamówiła cztery pizze, a ja prawie płakałam kiedy widziałam jak wszyscy je jedzą, a ja nie mogę.

- Czemu nic nie jesz? - głęboki głos sprawił, że pojawiły się ciarki na moich rękach. Odwróciłam się do Maxa, a on stanął obok mnie trzymając w ręce kawałek fast foodu.

- N...nie mam ochoty.

- Nie możliwe. Nie masz ochoty na pizzę? - powtórzył ,a ja skinęłam głową i założyłam pasmo włosów za ucho. - A jaki jest prawdziwy powód?

Skąd wie.
Oh,no tak.

- Naprawdę.

- Nie ładnie jest kłamać - kąciki jego ust powędrowały w górę, kiedy odwróciłam głowę w jego stronę.

- A więc? - spytał, a ja spuściłam głowę.

- Powiedzmy, że się odchudzam - w chwili kiedy to wypowiedziałam usłyszałam jak ktoś pluje. Podniosłam wzrok i zobaczyłam mały kawałek pizzy na podłodze odległy ode mnie i Maxa o jakiś metr.

- Pojebało cię? - zwrócił się do mnie, a ja nie wiedziałam co powiedzieć, bo : pierwszy raz usłyszałam jak przeklina i nie miałam pojęcia jak się wymigać i powiedzieć to łagodniej. Jednak po kilku próbach wymyślenia czegoś poddałam się i postanowiłam powiedzieć prawdę.

- Eh.. - westchnęłam - Dużo przytyłam... poza tym pogorszył mi się wynik w biegach, a tego nie chcę.

Cisza. Nie wiedziałam czy sobie już poszedł, czy dalej przy mnie stoi.

- Nie powinnaś tego robić - odpowiedział jakby nigdy nic gryząc ostatni kawałek pizzy.

- A to niby czemu? - powiedziałam, dopiero potem żałowałam tego, bo odwrócił się w moją stronę połykając jedzenie.

- Bo twoja sylwetka jest idealna - wytrzepał ręce z mąki i odszedł, ale ja stanęłam jak wryta nie wiedząc co zrobić.
 

 
Obudziłam się i od razu poczułam ból głowy. Chłopaki i Amy siedzieli do czwartej nad ranem, a ja przespałam tylko dwie godziny. Spojrzałam na reszte. Złotowłosa siedziała na kanapie do góry nogami, a jej długie pasma dotykały ziemii. Max normalnie siedział co wydawało mi się lekko dziwne, że ktoś może tak zasnąć. Co do Asha, to on leżał na podłodzę i wyglądał jak wypchany niedźwiedź, który ma role dywanu. W ręce miał jeszcze pusty kubek.

Postanowiłam wstać wcześniej i przyszykować się do wyjścia. Przymykając oczy umyłam zęby i rozczesałam włosy. Spojrzałam w lustro i zobaczyłam w odbiciu, że jestem blada, a pod oczami mam worki. Westchnąłam i powolnym krokiem wróciłam do Asha, aby posłać łóżko i zebrać swoje rzeczy. Wszyscy dalej spali, a ja stwierdziłam, że nie chce mi się czekać aż wstaną i na karteczke znajdującej się na biurku nabazgrałam długopisem.

,,Wyszłam wcześniej, nie chciało mi się czekać aż łaskawie wstaniecie ;P

Angelika"

- Wychodzisz? - zachrypły głos sprawił, że pojawiła się mi gęsia skórka.

Brązowe oczy Maxa wpatrywały się we mnie i wyglądały jakby w ogóle nie spały.

- Um, tak - odrzekłam odwracając głowę z powrotem na biórko i odkładając przyrząd.

- Odprowadzę cię - powoli przeniosłam na niego wzrok. Max wstał i pociągnął koszulkę w dół. Poprawił palcami swoją fryzurę i przeniósł wzrok na mnie. - Idziesz?

-Tak - odpowiedziałam od razu zabierając plecak i podchodząc do niego. - Nie zostawisz Irwinowi żadnej informacji ,że wychodzisz?

- Eh, zadzwonie do niego jak wstanie -powiedział lekceważąco i wyszedł z otwartego domu. Chyba jego rodzice już nie spali.

Szedliśmy w ciszy ,on co jakiś czas spoglądał na mnie, a ja spuszczałam swój wzrok na trampki.

- Nie spałaś? - przerwał ciszę.

- Eh, tak. Ty chyba też nie.

- Spałem dwie godziny. Chyba widać -przeniosłam na niego wzrok. Blada skóra i worki.

- Dokładnie widać - potwierdziłam i uśmiechnąłam się kiedy kilka minut później doszliśmy do mojego domu.

- Do zobaczenia na urodzinach Ashtona! - dodał, a ja posłałam mu like'a i zamknęłam drzwi.


---

Odwróciłam się i od razu przed sobą zobaczyłam zaspaną mamę. Miała skrzyżowane ręce i miętowy szlafrok na sobie.

- Coś nie tak? - spytałam odkładając plecak.

- Gdzie ty byłaś? - moje oczy powiększyły swoją powierzchnie z niedowierzania. Bernie jej nie przekazał?

- W-wyszłam do Ashtona z paczką nocować. Bernie miał ci powiedzieć.

- Jak widać nie zrobił tego - odpuściła i odeszła ode mnie kierując się do kuchni. Byłam zdziwiona. Bo przecież mój brat zawsze dotrzymywał obietnicy i przekazywał moje wiadomości do rodziców.

---

Następne dwa dni minęły dość szybko, a wraz z tym, wielkimi krokami zbliżały się urodziny Asha. Nie wiedziałam jednak co mu kupić, więc zadzwoniłam do Amy z pomocą.
Wstukałam w klawiaturze jej numer, który znam na pamięć i przyłożyłam telefon do ucha. Dziewczyna odebrała po dwóch sygnałach.

- Hm?

- Amy, help me. Co kupić Ashu na urodziny?

- Mnie się pytasz? To twój przyjaciel.

- Ale ostatnio dużo z nim gadasz.

- To nie znaczy, że go już znam -zaśmiała się. - Czekolada wystarczy.

- Hm...może mu kupić nowe pałeczki do perskusji? Widziałam, że ma już je dosyć zniszczone.

- Nie słuchasz mnie - założe się, że podparła brodę pięścią.

- A może nowego case'a? - kontynuowałam celowo, aby ją zdenerwować.

- Dobra, jak tak robisz, to ja się rozłączam. Nara.

- Pa - odłożyłam telefon na półkę wcześniej patrząc na godzinę.

16:12

Przydałoby się pojechać do centrum i kupić mu coś. Tylko, że samej mi się nie chce. Kogo zabrać? Z mojej paczki zostaje mi tylko Max, ale nie wiem czy się zgodzi. Pewnie woli grać na konsoli czy siedzieć przy muzyce.

Przez następne dwie minuty zastanawiałam się czy zadzwonić, ale wyprzedza mnie dzwonek mojego telefonu. Odbieram zauważając na ekranie napis ,,Max''.

- Słucham?

- Pamiętasz o urodzinach Asha?

- Um, tak.

- Co mu kupisz?

- Zamierzam jechać do centrum i wybrać mu jakiegoś case'a albo coś innego..jak w ogóle będzie coś fajnego.

- Mogę jechać z tobą?

Okej.

- E, tak pewnie.

- Dobra, wyjdź na twój przystanek, bo autobus będzie za dwadzieścia minut.

- Okej, do zobaczenia - rozłączyłam się szybko, bo serce waliło mi tak mocno, że moje uszy się zatykały. Nie wiem czemu w sumie tak bardzo wariuje na tym punkcie. To tylko kolejny, beznadziejny chłopak.

,,Beznadziejny''